Punkty edukacyjne- aktualny tekst rozporządzenia

stan po wejściu w zycie zmian wprowadzonych nowelizacją z sierpnia 2016r

List Rezydentki

news04

"Popłakałam się dziś w drodze do gabinetu, kiedy oglądałam film z manifestacji i postanowiłam napisać o tym, dlaczego.

Pracuję po 300 godzin w miesiącu od czterech lat.

Przez dwa pierwsze lata wymarzonej specjalizacji z położnictwa i ginekologii dojeżdżałam do pracy 60 km w jedną stronę. Na początku w ramach wolontariatu, choć okazało się później, że moje godziny rozpisywał sobie ordynator. Sprawa od 3 lat jest w prokuraturze. Później dyżurowałam od dziesięciu do piętnastu razy w miesiącu, w ramach kontraktu. Stawka godzinowa netto – zbliżona do ceny Big Maca (nie jem tego ;)). ZUS, podatek, ubezpieczenie, dojazd, nawet scrubsy i crocsy na własny koszt. Za urlop nie przewidziano wynagrodzenia.

W każdy poniedziałek wyjeżdżałam z domu o 6.30 i wracałam po 32 godzinach w szpitalu do domu. Było już wtorkowe popołudnie. W każdą środę to samo – z tą różnicą, że jak wracałam – był już czwartek. Później tylko piątek. Dwa lub trzy weekendy w miesiącu – zajęte dyżurami. Czasem dwie doby pod rząd, mój rekord to trzy doby w Oddziale. Kiedyś po którymś maratonie dyżurowym zasnęłam za kierownicą. Na szczęście w korku, ale wiedziałam, że dłużej nie dam rady.

Z pomocą znajomego ze studiów profesora, udało mi się przenieść specjalizację do mojej Warszawy. Najpierw – siedem miesięcy pracy na cały etat, choć płacono mi tylko za pół etatu. W tym czasie – samodzielnie wykonywałam zabiegi ginekologiczne, operowałam, pracowałam w Izbie Przyjęć. Po miesiącu przychodził przelew na 1000 złotych. To pół Big Maca za godzinę. Teraz pracuję na cały etat, dyżuruję sześć do siedmiu razy w miesiącu. Jak schodzę do domu po 24 godzinach dyżuru i idę spać, to od pensji odlicza mi się godziny za ten dzień. Dwa wieczory poświęcam na dorabianie w przychodni.

Kocham medycynę, nie chcę robić nic innego, ale czuję, że wykorzystuje się mój zapał i pracowitość. Od września przenoszę się do Londynu. Dostałam się na wymarzony dwuletni kurs z medycyny prenatalnej.

Aaa, nie płakałam długo. Tylko kilka łez, bo pacjentki już czekały.

#PorozumienieRezydentów"