Koszyk pisany petitem

    Komentarze

 

Zwykle tak jest, że brzemienne w skutki przepisy znajdują się w bardzo niepozornych na pierwszy rzut oka aktach prawnych. Taka PRL -biorąc pierwszy z brzegu przykład – zanim  nie wpisano do Konstytucji przewodniej roli PZPR, opierała się na mało wyeksponowanym przepisie w ordynacji wyborczej dającym komitetom złożonym z partii politycznych prawo do układania list wyborczych i nawet usunięcia kandydata z listy  do 2 dni przed wyborami jeśli "nie dawał rękojmii " . To zresztą jest do dziś powodem dywagacji czy uchwały sejmów prl-owskich były ważne i wiążące (sam ten przepis naruszał zasadę równości wyborczej)  .

Patrząc zaś daleko wstecz : czy chłop pańszczyźniany rzeczywiście przywiązany był do ziemi? Nie mógł przeprowadzić się do miasta? Mógł, ależ oczywiście  że mógł miał do tego prawo w myśl ustawy z 1498 roku, tyle że najpierw musiał się z panem rozliczyć, uporządkować gospodarstwo i obsiać całą ziemię , co raczej sprowadzało całe przedsięwzięcie do wymiaru czysto teoretycznego.

Tak tak, tyranie pisane są kursywą i petitem  i opatrzane gwiazdkami w tekście. Monopol NFZ też nie zasadza się na dużym przepisie. Ot jedno zdanie w Instrukcji Prezesa udzielonej komisjom konkursowym (sprzeczne zresztą z ustawą)
To , co najbardziej elektryzujące w projekcie nowego rozporządzenia dotyczącego koszyka stomatologicznego   jest w tabelkach w załącznikach. Separatory wszędzie i asystentki zamiast pomocy dentystycznych.
Historia zatacza więc koło. Sposób rozmawiania władzy ze społeczeństwem w zasadzie nie zmienia się na przestrzeni  wieków.
Tylko gdzie pójść w tej sprawie na skargę?

Andrzej Cisło

 

 NRL 2010-13

 

  

 

 

I to kusi, i to nęci

    Komentarze

 

Naczelna Rada Lekarska otrzymała propozycję przejęcia funkcji Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego zapisanych w projekcie ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty  dotyczącym zdobywania umiejętności w węższych zakresach medycyny.
Niezależnie od tego jakie ostatecznie miałyby być to czynności, dla izb lekarskich od lat starających się o przejęcie koordynacji procesu kształcenia jest to propozycja ewidentnie nie do pogardzenia.
No , ale zawsze musi być jakiś szkopuł. Ministerstwo Zdrowia pismem min.A.Włodarczyka sugeruje jednoczasową zmianę struktury terytorialnej izb i  dostosowanie obszarów OIL do podziału administracyjnego na województwa. Nie wiadomo, na ile MZ uda się udowodnić, że to naprawdę niezbędne i czy w ogóle MZ będzie  stawiało kwestię obszarów izb jako warunek brzegowy  dalszych rozmów w tej sprawie. Sprawa podziału terytorialnego OIL była niesłychanie zapalczywie broniona przez NIL w trakcie rozpatrywania projektu ustawy o izbach lekarskich. Zanim projekt trafił do Sejmu latem 2009 MZ i NIL osiągnęły w tej sprawie porozumienie (MZ odpuściło) . Pikanterii sprawie dodaje fakt, że Andrzej Włodarczyk jako ówczesny szef warszawskiej OIL był gorącym zwolennikiem redukcji liczby izb, więc tu i ówdzie podejrzewa się również wątek osobistych wizji aktualnego wiceministra.
Sprawa jest ciekawa i warta zasygnalizowania Czytelnikom, gdyż wydaje się, że odrzucenie  propozycji zapisania roli izb lekarskich (kształcenie) w ustawie nie wchodzi w rachubę, choć MZ wyobraża sobie że NIL będzie te funkcje wykonywać  bez żadnej rekompensaty z budżetu  i  izby poszukają w tym celu oszczędności  u siebie. 

 

Polityka większości z nas wydaje się straszliwie nudna i zapewne taka w istocie jest, skoro polega na wiecznych utarczkach i udowadnianiu pozornie oczywistych tez. Jeśli coś jest w niej ciekawego to momenty, w których grupy ludzi lub instytucje muszą dokonywać przewartościowań, zmian oficjalnych poglądów. Sposób i argumentacja porzucania dogmatów na rzecz pragmatyki dużo wówczas mówi o klasie ludzi, o jakości łączących ich relacji i o sprawności danej grupy w przetrwaniu w przestrzeni publicznej.

Nie wyobrażam sobie przygotowania stanowiska negocjacyjnego NIL w tej sprawie bez analizy kosztów  ewentualnego podjęcia się  zadania  oferowanego nam przez MZ (m.in.. koszty działań zespołów akredytacyjnych).  Jeśli z analizy wyjdzie , że izby nie udźwigną tego bez radykalnych cięć w strukturze administracyjnej , wewnątrz-izbowa dyskusja z  socjologicznego punktu widzenia może przyjąć bardzo ciekawy obrót.

Andrzej Cisło

 

 NRL 2010-13

 

  

 

 

O Matko, tylko nie to!

    Komentarze

 czytaj też: "Rozważania nad koszykiem"

Tak to jest- najpierw się szuka kontaktów w "przestrzeni publicznej"  aby nasze zbiorowe postulaty miały choć cień cienia szansy na wdrożenie, a potem kiedy wszyscy się zaczynają tym po kolei zajmować – strach ogarnia.
W Rzeczpospolitej jest artykuł relacjonujący postulat PiS-u , który z polityki lekowej i stomatologii szkolnej uczynił postulat  wyborczy.
Postulaty kampanii wyborczych maja to do siebie że ich zadaniem jest wywołanie tematu bez żadnej głębszej analizy. Spełnienie tego postulatu przez władzę (aby np. odfajkować że owszem interesują je problemy podnoszone przez opozycję) może przybrać najróżniejsze niespodziewane formy. Dlatego lepiej aby o medycynie , a  o stomatologii w szczególności nie rozmawiać hasłowo.
W MZ trwają już prace nad nowym koszykiem stomatologicznym . Z grubsza rzec biorąc są 2 wyjścia:

1/ władza oświecona – nie zredukuje nakładów na stomatologię w NFZ, okroi koszyk (przestrzeń do wzrostu wyceny świadczeń) a dodatkowe pieniądze pojawią się z polis ubezpieczenia dobrowolnego.

2/ władza pragmatyczna-  wyjście nr 1 nic jej nie daje,  bo nic nie oszczędza a naraża się tylko dorosłym wyborcom, więc zredukuje nakłady licząc na ich uzupełnienie  z  polis dobrowolnych

Wariant 2 jest wysoce ryzykowny bo losy ustawy o ubezpieczeniach dodatkowych(dobrowolnych) są  niepewne,  nawet jeśli  zostanie uchwalona to nie wiadomo ile osób polisy wykupi. Słowem – jest zagrożenie  ubytkiem  globalnych nakładów będących elementem wielkości rynku stomatologicznego w Polsce. Polisy dodatkowe będą finansowane z pieniędzy prywatnych pacjentów, i to co pacjenci ci wydadzą na polisy ,tego już nie wydadzą w naszych gabinetach. Ministerstwu to wszystko jedno , bo MZ nie troszczy się o rynek prywatny, ale  dla nas polisy dobrowolne to trochę jednak przerzucanie tych samych pieniędzy.

Zobaczymy co z tego wyniknie, Na pewno wszystkim uczestniczącym w tych rozmowach Państwu  Konsultantom należałoby doradzić aby nie podejmowali daleko idących zobowiązań popierających redukcję katalogu, bez zobaczenia projektu ustawy o ubezpieczeniach dodatkowych.

W newsie w Aktualnościach    postuluję też jakąś formę nieafiszowania się dawnymi pomysłami na redukcję katalogu, abyśmy nie dowiedzieli czasem, że to wszystko na nasze własne życzenie.

Andrzej Cisło

 NRL 2010-13

 

  

 

 

Uwagi na „Marginesie”

    Komentarze

 

  Tak, mają rację starsi- nie ma co sobie dodawać lat. Jeszcze nie czas na sentymentalne westchnienia z każdym wspomnieniem młodości. Ostatnio wrażeń powrotu do czasów nieopierzonego idealizmu dostarczył mi tekst kol. Andrzeja Baszkowskiego "Margines" (GL  12/2010) podsumowujący negocjacje kontraktów stomatologicznych  .
Przypomniałem sobie jako żywo jak to będąc przewodniczącym samorządu szkolnego w liceum tłumaczyłem na łamach szkolnego pisma braci licealnej dlaczego nie udało się załatwić w rozmowach z Dyrekcją i Radą Pedagogiczna wolnych od kartkówek poniedziałków.

No tak, ale nas tam były zaledwie cztery setki  sztubaków . I tu przyjemność wspomnień się kończy wraz z refleksją, że dialog prowadzony z NFZ  dotyczy jednak spraw ok. 20 tysięcy lekarzy dentystów pracujących w systemie NFZ, że o osobach powiązanych z nimi (personel) nie wspomnę.

Już nie chodzi mi o to , czy przygnębiający i pełen rezygnacji w swej wymowie tekst „popełniony” przez głównego negocjatora tak sporej grupy jest wystarczająco PR-owski . Nie jest- dowodzi  znalezienia się pod ścianą, a to więcej mówi niż mowa ciała podczas negocjacji.

Nie miałbym cienia żalu z powodu braku pożądanych skutków negocjacji z NFZ , bo jest to rozmówca wyjątkowo ciężki do okazania gestu. Wspomniane notabene przez Kolegę Andrzeja likwidacje utrudnień zapisanych w zarządzeniach na rok 2010 są wynikiem nie dobrej woli NFZ tylko zmiany rozporządzenia Ministra Zdrowia.
Wszystko więc byłoby OK., ale jako członkowi Grupy Roboczej  ds. rozmów z NFZ Komisji Stomatologicznej (pod kierownictwem A.Baszkowskiego) nasuwają się poważne wątpliwości co do tezy , iż istotnie "ściana" była nam pisana. Nie będę gdybał czy zarzucone szanse mogły dać sukces (na pewno nie od razu i na pewno nie tak łatwo) ale czy nie wymaga się od nas przede wszystkim wykorzystywania wszelkich szans?

Może to jest jednak tak, że nie bez wpływu na efekt pozostaje  np.  samodzielne ustalanie momentu wystąpienia o kolejne spotkanie i  samodzielne wyznaczanie tematyki  spotkania przez dwu-, trzy osobowy zespół "chodzących do NFZ" w imieniu dość sporej w końcu grupy.
 
Nie chodzi tu o obrażanie się o bycie niedoinformowanym. Tu chodzi o to, że pisząc krótkiego emaila informującego o zbliżających się rozmowach można zebrać od członków Grupy propozycje co do tematyki, jaka powinna stać się przedmiotem rozmów. I nie tylko tematyki ale i sposobu jej argumentacji. Może też warto  odpowiadać Kolegom na listy? Dwukrotnie zwracałem się do Kolegi Baszkowskiego z propozycjami konkretnych  czynności  analitycznych (zebranie opinii prawnych) w sprawach, które jak się teraz okazuje właśnie jako niewyjaśnione stały się powodem oporu i uporu niektórych oddziałów NFZ (wyjaśnienie procedur konkursowych i  propozycje cenowe NFZ w świetle ustawy podwyżkowej)  Nie wiem co skłania Doktora  Andrzeja do twierdzenia , że "poruszono sprawy zgłaszane przez kolegów" wymieniając m.in. realizowanie podwyżki wedlowskiej. Z czym poszliśmy  na rozmowy na ten kluczowy temat prawny ? Mieliśmy jakąś poważniejszą  opinię prawną? Jeśli tak to, dlaczego nie ma po niej śladu? czy otrzymaliśmy w tej sprawie pogłębioną opinię NFZ o powodach nierealizowania w stosunku do stomatologów ustawy podwyżkowej? Jeśli nie to dlaczego nie wykonaliśmy  żadnego   z klasycznych ruchów na drodze urzędniczo -administracyjnej aby spróbować przywrócić respektowanie przez NFZ  obowiązującego ustawodawstwa?

Tu akurat nasze argumenty są wyjątkowo mocne.  Na przełomie roku  2008/2009 większość oddziałów w związku ze zmianą wielkości pensum etatu opisanym przez Prezesa Paszkiewicza w zarządzeniach ,  w trakcie scalania dotychczasowych  3 składowych ceny punktu w stomatologii w jednolitą stawkę zamieniła cenę na liczbę świadczeń  dając być może te same pieniądze brutto na kontrakt, ale obwarowując to koniecznością wykonania 25% świadczeń więcej. W związku z tym cena punktu spadła o 25%. Mówiąc bardziej obrazowo- NFZ postanowił wówczas, że część środków otrzymywanych dotąd z tytułu podwyżki wedlowskiej i prac technicznych stomatolodzy będą sobie musieli odtąd sami wypracować . I tak trwa to  od 2 lat i stanowi pogwałcenie zarówno zwykłej uczciwości jak i logiki , o duchu i literze ustawy podwyżkowej nie wspominając.

Jest to zagadnienie, które należało postawić na ostrzu noża już 2lata temu gdyż właśnie ten manewr finansowy NFZ jest do dziś sednem kłopotów ze stawką za punkt w większości oddziałów.

Na ostatnim spotkaniu grupy roboczej (16 grudnia) podjęte zostały decyzje o  głębszej  "eksploracji prawnej"  kilku tematów dotyczących kontraktów . Pewnie- lepiej późno niż wcale . Inaczej będziemy prowadzić negocjacje bez należytego wsparcia merytorycznego , a takie negocjacje są   gorsze od ich braku bowiem uświadamiają naszych adwersarzy , że jesteśmy "do przejścia" tylko trzeba przełknąć jakoś wizytę stomatologów.

Czy stosując nawet bardzo efektowne analizy prawne możemy polec w boju? Pewnie że tak- jak wspomniałem adwersarz jest wyjątkowo nieobdarzony empatią . Jednak w ciałach demokratycznych nie uniemożliwia to otrzymanie absolutorium o ile obrana droga była efektem poszanowania różnych propozycji  . Tego tekstu nie byłoby , gdyby  szanowano procedury  działania demokratycznych ciał samorządowych. Ponieważ  taki „zator”  w  dialogu może zdarzyć się na innych polach a mój nieco krytyczny komentarz chciałbym skierowac nie do osoby, a do sposobu działalnia , tym bardziej pozwalam sobie prosić: nie wymyślajmy demokracji "modo izby lekarskie" . 

 

Andrzej Cisło

tekst przesłany Gazecie Lekarskiej  

 

 NRL 2010-13

 

  

 

 

Czy to aby nie ten sam problem?

    Komentarze

Źle się dzieje – jak wiemy – we wrocławskiej Akademii Medycznej. Rektor przyłapany na plagiacie pracy habilitacyjnej nie umie z godnością zejść ze sceny. Doszło do tego, że podczas uroczystości inauguracji roku akademickiego jeden z doktorów habilitowanych z własnej inicjatywy zabrał głos i powiedział co myśli o całej sytuacji. Teraz dowiadujemy się, że były rektor tej uczelni pisze rozpaczliwy list do Premiera aby ten spowodował właściwe działanie nadzorcze Ministra Zdrowia. No tak, ale czy prawie trzytysięczna społeczność akademicka nie może sobie poradzić z jednym kłopotliwym człowiekiem, choćby był nim sam Rektor? Czy w srodowisku nie istnieją już wzajemne powiązania i zależności powodujące, że nie umiejący zachowac się członek danej społeczności ryzykuje ostracyzmem czy nawet wręcz towarzyską klątwą? Jak bardzo cenimy sobie dziś własne imię i poczucie godności?

I czy aby my tego skądś nie znamy? Czy dopraszając się aby nasi funkcyjni w samorządzie poddali się weryfikacji poprzez głosowanie wewnątrz naszej stomatologicznej społeczności nie jesteśmy jak ci, którym leży na sercu dobre imię wrocławskiej AM? Co powoduje , że niektórzy decydują się na zbywanie innych, na nieodpisywanie na pisma, na przekręcanie przepisów , na wręcz prokurowanie nieistniejących opinii prawnych i nic im się z tego powodu nie dzieje? 

Czy sprawa, o której pisał Marcin Kącki w artykule "Uciekajcie stąd " mogła się zdarzyć tylko w Instytucie w Poznaniu? Na pewno nie, bo rzecz polega cały czas na tym samym – na niemocy społeczności , która nie chce albo nie umie przywołac do porządku tych, którzy jej szkodzą.

A rząd, który w takim stopniu oparł się na inteligencji jako na elektoracie, a teraz forsuje rozwiązania sprzeczne z zasadami współżycia społecznego a nawet matematyką i logiką? 

I tak można by bez końca.

Po takiej serii pytań każda puenta czy odpowiedź wydaje się trywialna

 

13 października 2010

 

 

 

 

 

To nie chodzi o 40 złotych!

    Komentarze

 

Jeśli wierzyć informacji portalu Rynek Zdrowia lekarze – internauci zaapelowali do Naczelnej Izby Lekarskiej o przeznaczenie comiesięcznych składek członkowskich na pomoc medyczną dla powodzian. Jak czytamy dalej -"lekarze liczą, że część pieniędzy zebranych ze składek za wakacyjne miesiące br. samorząd lekarski przekaże na pomoc medyczną dla powodzian."

Cel szczytny , dalaczegożby nie? Tylko co ma piernik do wiatraka? Jaka część miałaby pójść na pomoc medyczną powodzianom? 10% ? to jest 4 złote polskie. Czy członkowie samorządu nie mogliby skorzystać z istniejącego już w NIL konta na rzecz powodzian i sami wpłacić te 4 PLN? Czy trzeba zwracać sie w tej sprawie do prezesa NRL?

Dlaczego o tym piszę? Otóż w wielu sprwach zwykliśmy mówić- "niech to załatwią izby" , "od tego są izby" itd. Przy czym – jak dowodzi tego również apel internautów konsylium24.pl – uważamy że te składki to tak troche umówmy się bezprawnie ukradzione lekarzom , w domyśle zapewne w lwiej części na obiady i rozjazdy oficjeli izbowych i w ogóle to skandal , grabież itd.

Prawda jest taka, że z jednej strony owszem- zawsze mozna lepiej gospodarować pieniędzmi i  tymi, którymi dysponuje dziś samorząd – też.
Z drugiej sptrony Samorząd Lekarski został "obdarowany" tyloma funkcjami że roboty jest naprawdę dużo a pieniądze przekazywane z MZ na ten cel nie pokrywają kosztów wykonywania tych zadań. 3 września NRL wystąpi zapewne w tej sprawie do Trybunału Konstytucyjnego, gdyz=ż taka konstrukcja powoduje, że jako lekarze musimy z własnych składek wspierać działalność administracji państwowej, a to kłóci się z Konstytucją.

Powiedzmy sobie więc wprost – od Samorządu trzeba dużo wymagać i trzeba go kontrolować, ale nie sprowadzajmy tego do naszych 40 złotych!. Straty jakie ponosimy z -czasem niekompetentnego – działania Samorządu wynoszą wielokrotność tych 40 PLN. I dlatego

 

pilnujmy! , aby nie przeciekały nam z powodu zmarnowanych szans  tysiące złotych,

a nie lamentujmy nad przysłowiowymi czterema dyszkami bo tym zrozumienia u ludzi mających konkretne podejście do realiów życiowych, biznesu itd nie zdobędziemy  

Andrzej Cisło

 NRL 2010-13

 

 

  

 

 

Karta z pamiętnika -FINANSE

    Komentarze

 

George Friedman – wizjoner i politolog odświeżył ostatnio w związku z niedawną akcją izraelskich komandosów swoją teorię że przywódcy państw gotowi są kierować się opinią publiczną tylko w sprawach , które nie są fundamentalne z punktu widzenia interesów państwa.

Sprawa opieki zdrowotnej jest kwestią fundamentalną więc jeśliby wierzyć Friedmanowi (a pewnie większość z nas by może chciała bo to on zapowiada mocarstwową pozycję Polski w najbliższych 100 latach) to w sprawie opieki zdrowotnej  tzw. opinia publiczna będzie grzecznie acz stanowczo poproszona o niewtrącanie się.

Jeśli złożyć to z popularnym powiedzeniem A.Tocquille'a z początków XIX wieku, że "nie ma takiej niegodziwości, jakiej nie dopuściłby się całkiem liberalny rząd gdy mu zabraknie pieniędzy"   – to naprawdę mamy pod górkę.

Dobrze posegregowana strona internetowa to rodzaj pewnego pamiętnika, w którym na kolejnych kartach gromadzimy wpisy po latach układające się z czasem  w całość. Na tej stronie tych pamiętników w poszczególnych tematach założyłem już kilka. Przyszedł czas na zebranie faktów dotyczących,,, pieniędzy. I choć dżentelmeni o pieniądzach to tak tylko z konieczności rozmawiają , warto czasem przejrzeć ten sztambuch aby sprawdzić czy twierdzenia wspomnianych wyżej dwóch wizjonerów sprawdziły się w naszym przypadku.

Wiem, że czerwiec, że wakacje w perspektywie i że temat mało wakacyjny. Ale cóż poradzę że w wakacje rozstrzygają się sprawy budżetowe na rok następny?

   [dział Kontrakty zakładka "Nakłady na opiekę zdrowotną " ]

 

Andrzej Cisło

 NRL 2010-13

 

 

  

 

 

No i po co udawać ?

    Komentarze

Trwa przeciąganie liny pomiędzy Związkiem Powiatów Polskich a MZ i NFZ do tyczące możliwości udzielania przez publiczne szpitale świadczeń odpłatnych dla pacjentów.  W sprawie opinię prawną  sporządził m.in.  prof..Michał Kulesza – konstytucjonalista i twórca reformy samorządowej w Polsce.

Wynika z niej ze nie ma przeszkód prawnych a jeśli są stawiane to pozostają w sprzeczności z Konstytucją RP. Tymczasem   MZ i NFZ wykazują upór godny lepszej sprawy. Tłumaczą, że będzie to oznaczało naruszenie konstytucyjnego prawa równości dostępu do publicznych świadczeń  i "omijanie za pieniądze kolejki" . Sekretarz Stanu w MZ Jakub Szulc tłumaczy, że szpitale mają kontrakt nie od godziny do godziny a 365 dni w roku przez 24 godziny.

Można oczywiście zapytać co ma piernik do wiatraka. Kontrakty szpitale podpisują na podstawie ustawy o świadczeniach finansowanych ze środków publicznych a świadczenia komercyjne nie są finansowane ze środków publicznych i zgodnie z pierwszymi artykułami ustawy nie są przez nią regulowane.  Fakt wątpliwości prawnych jest bezsporny – kilku dyrektorów szpitali ukaranych zostało przez NIK a jeden ma nawet zarzut prokuratorski.

Prawdziwy powód  takiego oporu politycznego wydaje się dość klarowny- jedyny sposób wyegzekwowania posłuszeństwa szpitali wobec płatnika to uczynienie ich całkowicie uzależnionymi od płatnika. Jeśliby szpitale mogły przeżyć choćby 1,5 miesiąca bez kontraktu to miałyby niezwykle silny oręż w postępowaniu konkursowym. Jeśli bowiem kontrakt wygasa 31 grudnia to do tego dnia musi być podpisany kontrakt na okres od 1 stycznia.  I ten obowiązek spoczywa nie na szpitalach a na NFZ ! Jeśli 1 stycznia nie ma zakontraktowanych świadczeń pomimo, że szpitale wykazywały chęć ich podpisania po zbilansowanych warunkach finansowych (szpital chciał np. 58 zł za punkt ale mniej punktów a nie 51 zł za punkt ale trochę więcej punktów) to odpowiedzialność za brak opieki od 1 stycznia do momentu zawarcia ostatecznych kontraktów spoczywa na NFZ włącznie z odpowiedzialnością karną członków komisji konkursowej.

Nie istnieje wbrew temu co sądzi Prezes Paszkiewicz jakikolwiek argument prawny dający płatnikowi możliwość wyznaczania stawki. Polski nadzór  opieki zdrowotnej chce zachować za wszelką cenę pozory konkursowego (czytaj wolnorynkowego ) sposobu zawierania umów . Inaczej musielibyśmy wrócić do jakiejś formy budżetowego finansowania opieki zdrowotnej ale płatnik budżetowy musiałby  wziąć na siebie odpowiedzialność za długi szpitali jeśli procedury lecznicze nie byłyby  rentowne.

W artykule "NFZ nie wytrzyma bez bogatych" Marek Balicki dowodzi, że starczy iż "bogaty" chcąc ominąć kolejkę wykupi sobie taki zabieg nie osobiście w interesującym go szpitalu , ale poprzez pośrednika (np. niepubliczny szpital). I wszystko odbędzie się w majestacie prawa. To po co to udawanie?

Andrzej Cisło

 inne artykuły na ten temat >>

 NRL 2010-13

 

 

  

 

 

Blaski i cienie „twórczego” zawodu

    Komentarze

Może to dobrze, że ten artykuł powstał. Dr Leszczyc-Sumiński wraz z Kolegą zwraca w nim uwagę na psychologiczne niedogodności naszej profesji. Może część argumentacji wymagałaby przeredagowania, argumenty niektórych tez dawałyby się  z pewnością mocniej uzasadnić.
Fakt jest jednak faktem -doskwiera nam często chyba "twórczy" charakter naszego zawodu. Bezwzględny nakaz perfekcji, osiągnięcia efektu (choćby kosmetycznego) , na który składa się przecież tak wiele czynników, w tym wiele od nas niezależnych. Za często myleni jesteśmy też ze Stwórcą bo pacjent płaci więc wymaga a biologia jest nieubłagana.

W naszych polskich warunkach dużą rolę odgrywa pewnie izolacja – pozamykaliśmy się w naszych często jednoosobowych gabinetach i siłą rzeczy nie udzielamy przez to sobie takiego wsparcia jak to ma miejsce w dużych zespołach lekarskich.

Co do samobójstw to na statystyki dotyczące różnych specjalności lekarskich trudno natrafić.  Trudno do końca wierzyć obiegowym opiniom lub za dowód uznać, że w filmie "Jak ugryźć 10 milionów $ " główny bohater (Bruce Wilis) indaguje  innego bohatera (dentystę) na okoliczność częstych samobójstw stomatologów.
  Faktem jest jednak, że wśród mężczyzn – lekarzy odsetek samobójstw w stosunku do samobójstw mężczyzn ogółem wynosi 1,4  (40% częściej targają się na życie lekarze niż statystyczny mężczyzna) . U lekarek to już prawdziwy dramat -współczynnik ten wynosi 2,7 (amerykańskie badania  Eva S. Schernhammer, Graham A. Colditz)

Problem jest. Teraz trzeba szukać dobrej recepty. Z pewnością każda forma integracji  godna jest wsparcia . Obowiązkowe kształcenia dobrze jest połączyć z okazją do wymiany poglądów na wszelkie tematy. W ostatnim numerze Biuletynu WIL Andrzej Baszkowski pisze o niewiadomych powodach dla których NIL utrudnia organizowanie szkoleń poza granicami kraju.     Ot niby nic o znaczeniu fundamentalnym ale kolejna rzecz, o którą trzeba kruszyć kopie.
Trzeba też wziąć bezwzględnie pod ochronę naszą  swobodę w organizacji przyjęć pacjentów. Niezależnie czy to usługa publiczna czy komercyjna pracę w praktyce organizuje lekarz bo to on odpowiada za jakość. Co innego jak siedzi z niczego a odmówi  przyjęcia a co innego jak ma pełne ręce roboty i naprawdę nie można go stawiać pod murem szermując do tego etyką.

Wszystko polega na pewnym ususie , obyczaju. Jeśli wszyscy będziemy trzymali się wspólnie ustalonych reguł (zwłaszcza że w interesie właśnie tu i teraz siedzących na fotelu pacjentów) to będziemy żyli dłużej i spokojniej. I to musi podlegać ochronie.  

Andrzej Cisło

 NRL 2010-13

 

  

 

 

Komentarz (celowo) niedopowiedziany

    Komentarze

Kasy fiskalne wiecznie żywe. Temat wracał jak bumerang i -jak wiemy- klamka zapadła i od nowego roku prawnicy i lekarze muszą kasy fiskalne zainstalować.
Gorzej, bo nie stało sie to za sprawą rachunku ekonomicznego a jedynie pod wpływem politycznej poprawności i chęci klasy rządzącej zdjęcia z siebie podejrzeń o wspomaganie grup zawodowych i tak dobrze sobie podobno radzących.
Ciekawe , czy ktoś pomyśłał o klienteli tych zawodów. Zaróno lekarze jak i prawnicy mają klientelę dość wyraźnie zaniedbaną ze strony państwa. NFZ od dawna nie wydala z zapewnieniem właściwej opieki a w przypadku prawników instytucja adwokata z urzędu poprzez szczupłość środków, jakie mają na ten cel sądy jest zarezerowowana dla naprawde najuboższych.
Tak więc mamy obraz kilku profesji lekarskich i prawniczych , odnotowujących coraz więcej zainteresowania ze strony klienteli ale -powiedzmy sobie szczerze- nie z własnego wyboru. Nasi pacjenci z pewnością woleliby zasilić swymi pieniędzmi deweloperów lub biura podróży a to , że zasilają nasza branżę tylko dobrze świadczy o ich zapobiegliwości. Tak samo ostatnią rzecza jakiej sobie życzymy jest konieczność kontaktu z prawnikiem.

Prasa już spekuluje jak to owe obdarowane kasami profesje będą teraz próbować kantować fiskusa. W pogotowiu są już rzesze kontrolerów Urzedu Kontroli Skarbowej mający – jak sie okazuje – swoje wypróbowane metody przyłapania nieuczciwych na gorącym uczynku.
.Wprowadzenie kas fiskalnych poparło Porozumienie Zielonogórskie. OK – mamy wolność słowa, tylko co w sprawie kas  może powiedzieć istotnego federacja przedsiębiorców nie mających styku z gotówką?  Gdzieś w cieniu dopiero pozostaje dyskusja czy w sensie ekonomicznym cała ta operacja się opłaci. Zasadnym jest pytanie czy ten ruch wywoła impuls inflacyjny. Stawiam zakład, że tak.
Nie ma sensu rozwodzić się dalej nad szczegółami. Dlatego celowo nie dopowiadam wszystkiego w tym komentarzu .  Zapytajmy jednak może przy okazji kogo mądrego czy robiono badania jak wygląda redystrybucja dochodu w prywatnych firmach medycznych. Czy nie jest aby tak, że cały "wolny pieniądz" w przeważającej części idzie na inwestycje?  Czy ktoś w porywie tego odruchu sprawiedliwości społecznej zastanowił się skąd to się wszystko wzięło? (przychodnie,ich urządzenie, sprzęt).
OK – nie znam nikogo z Koleżanek i Kolegów kto dzieliłby się ze mną pomysłami na obejście w przyszłym roku rejestracji przychodów. Pewnie mało kto się na to zdecyduje, ale konia z rzędem temu, kto przewidzi dziś jaki konkretny efekt przyniesie to wszystko tym, o których podobno tu chodzi. No,,, My Naród ,,, itd     

Andrzej Cisło

 NRL 2010-13