Smoleńsk 2010 -brak słów..

    Komentarze

Sobota 1o kwietnia  2010

 

To, że brakuje słów to już truizm. Taka lista pasażerów, taka symbolika (Katyń) a poza wszystkim za każdą ofiarą kryją się w cieniu dziesiątki bliskich, którzy opłakują stratę bliskiej czy ukochanej osoby niezależnie od rangi jaką miała w państwowej delegacji.

Co do sprawności zarządzania Krajem możemy być spokojni- Polska wydźwignie się z tego szoku. Pytanie tylko czy jako społeczeństwo pokażemy w najbliższym czasie ile jesteśmy warci.  Czy u niektórych nie zwycięży chęć  ugrania przy tej dramatycznej okazji własnych spraw i -co ważniejsze- z jaką reakcją społeczną (lub jej brakiem ) się to spotka.

 

Jest też i musi się pojawić refleksja tak ważna i charakterystyczna dla nas – zaduma nad sensem tego pędu życia,  nad ogarniającym nas samych (choćby bezwiednie) wewnętrznym przymusem aby wszędzie zdążyć , wszystkiemu podołać . Świat nie zmieni swego nastawienia  z dnia na dzień i jeszcze długo prymat podołania wszystkiemu będzie wyznacznikiem  profesjonalizmu. My jednak pamiętajmy, że mamy jedno życie…  

 

 

 

 

Andrzej Cisło

wspomnienie o Pani Senator Fetlińskiej >>  

 

 NRL 2010-13

 

  

 

 

Grać w to w co się wygrywa?

    Komentarze

Sobota 13 lutego  2010

Przed Zjazdem pytałem retorycznie czy będziemy po wyborach mądrzejsi, będąc jednocześnie  przekonanym, że na pewno będziemy mądrzejsi o wiedzę w która stronę idą nasze sprawy i czy pozwoliliśmy sobie aby o naszych sprawach decydowała wąska , bliżej niezdefiniowana grupa.

Styczniowy Zjazd mógł napawać optymizmem. Dobra atmosfera, stonowane wypowiedzi  świadczące o braku przekonania, że uchwałą Zjazdu można zaczarować albo zadekretować rzeczywistość .  Odbyła się też  w bardzo odpowiedzialnej i poważnej atmosferze ważna i jakże trudna dyskusja sprowokowana wnioskiem komisji rewizyjnej o nieudzielenie absolutorium Radzie Naczelnej V kadencji.  To było potrzebne.
Wśród stomatologów też było spokojnie. Większość wyrażała w kuluarach przekonanie, że trzeba się spotykać, trzeba się wziąć za tę naszą Królową Nauk i jej bolączki  i z tą nadzieją większość wyjeżdżała chyba z Warszawy.
Niby wszystko było przewidywalne: skoro po śmierci A.Fortuny stomatolodzy sami wskazali kogo widzą na stanowisku wiceprezesa i członka prezydium NRL to powołując się na ten precedens należało się spodziewać analogicznej procedury na posiedzeniu wyborczym Naczelnej Rady Lekarskiej 12 lutego.
Jak można przeczytać  w newsie na stronie głównej – tak się jednak nie stało i jest to dowodem na to, że każdorazowo dopasowuje się metodę procedowania do tego co jest w danej chwili bardziej na rękę przywództwu izbowemu.  Jak mamy więcej krążków to gramy w warcaby, a jak więcej pionków to w szachy . Byle grac w to w co się wygra.
Nie wiem już teraz co mnie bardziej ubodło- sposób "wyłonienia"  kandydatur na naszych funkcyjnych czy sprawa utrącenia poprawki do projektu uchwały o zadaniach Komisji Stomatologicznej NRL polegającej na zobligowaniu komisji do zebrania raz do roku i przed każdym Zjazdem wszystkich delegatów-stomatologów .  Jeśli jako kontra pada argument, że przecież kto chce to może przyjechać  i -co ważniejsze- argument ten przechodzi w audytorium jako logiczny to znaczy, że powinniśmy wszyscy przejść szybkie konwersatorium z  teorii demokracji .
Jakie przesłanie idzie w świat po takich incydentach?

  • Nieważne że jesteśmy grupą jednorodną pod względem modelu  wykonywania zawodu , że nasza niezbyt pokaźna liczebność (ok.stu delegatów) czyni nasze zgromadzenie ani za dużym ani za małym – ot w sam raz aby zapisać nam w formie uchwałowej to nasze niezbywalne prawo będące jednocześnie obowiązkiem  Komisji Stom.    Nie dość że wmawia nam się że prawybory to nie (bo niepotrzebne) , że wszystko jedno kto będzie wybrany ( a my wiemy dobrze, że to nie wszystko jedno)  to jeszcze odmawia nam się takiego drobiazgu jak doroczne spotkanie delegatów.
  • Napisałem to już sto razy ale powtórzę sto pierwszy raz: projekt autonomii stomatologów w ramach izb nie miał nas odseparować od lekarzy ale miał spowodować oddanie realnej władzy w sprawach lekarzy dentystów Delegatom- stomatologom. Socjologicznym wymiarem waloru odrębnego głosowania  l.dentystów do rad lekarskich byłoby wytwarzanie się w naszym gronie relacji pomiędzy nami. Ci z nas, którzy mają pomysł i chcieliby pokierować pracą tej części korporacji musieliby zabiegać o poparcie i przychylność innych delegatów-dentystów. Tymczasem załatwienie sprawy wg pomysłu , który zwyciężył 12 lutego  przyszli  liderzy  zamiast szukać przychylności w oczach Koleżeństwa powinni szukać jej u następnego Prezesa NRL. Sęk w tym, ze nie wiadomo kto nim będzie i czy będzie w ogóle nam z nim "po drodze"

Zdaję sobie sprawę z tego, że nikt tak otwarcie i z takim krytycyzmem nie pisał nigdzie o wewnętrznych sprawach naszej korporacji. Ta część -całkiem spora – pracujących na rzecz IL , do której należę ma świadomość że wskazując na   konflikt, demonstrując opozycyjność , narzekając na brak standardów zawsze ryzykuje  w odbiorze swoją wiarygodność  gdyż podświadomie w większości drzemie  tęsknota i swoisty przymus parcia do współpracy, zgody, twórczego myślenia itd.. OK. – w nas też .
Sęk w tym, że "zupa na wartościach" jest niejadalna. Nasze bolączki powszednie to świat wielkich interesów i  wielkiego biznesu , z którym trzeba być może będzie wejść w konflikt. Tego nie da się już załatwić  pięknymi formułkami. To bardzo bezwzględny świat  a 35-tysięczna korporacja oddająca się de facto we władanie większości nie wykonującej tego zawodu  wysyła sygnał na zewnątrz zachęcający do kolejnej ingerencji  państwa czy biznesu w nasze sprawy.
Stąd -jak napisałem w artykule o odmówieniu nam gwarancji dorocznych spotkań:

Jeśli ktoś ma jeszcze wątpliwości jak trudna będzie w Prezydium NRL obrona  i promocja naszych interesów prawnych i z jak skuteczną opozycją musimy się liczyć to błagam o jakieś zwrotne słowo otuchy na adres redakcji , bo ja takiej otuchy w sobie nie znajduję.

 

Andrzej Cisło

13 lutego 2010 

 

 NRL 2010-13

 

  

 

 

Mądrzejsi?

    Komentarze

 

Niedziela 24 stycznia 2010 (4 dni do Zjazdu Krajowego)

Za tydzień będziemy mądrzejsi. Tak w ogóle nie mądrzeje się z tygodnia na tydzień ale mądrzejsi będziemy na pewno o wiedzę czy  nasze środowisko zawodowe doczekało się jakiegoś przełomu w dziele wykreowania nowego, bardziej przystającego do XXI wieku stylu przywództwa czy też raczej służby publicznej na rzecz środowiska stomatologicznego.
Jak napisałem w marcu zeszłego roku w E-Dentico – "czas prostych wyborów się skończył.
Operując na styku inicjatywy społecznej jaką jest izba a polityką, mediami i czym tam jeszcze, nieuchronnie dojdzie się w którymś momencie jakiejś bardzo ważnej sprawy do punktu, z którego dalej prowadzi więcej niż jedna droga. Skąd wziąć wtedy pewność i spokój, że wybierze się właściwą? Najpewniej z faktu, że decyzja podjęta będzie przez szerokie grono, po rozpatrzeniu wszystkich pomysłów.
"

Życie stawia nas nieubłaganie wobec  coraz to nowych rozdroży.
Jak zachować  się np..  w obliczu takich delikatnie mówiąc "niestosowności" czynionych przez instytucje publiczne (oto przykłady z kilku ostatnich miesięcy) :

  • W trakcie uchwalania rozporządzenia (koszykowego) o świadczeniach gwarantowanych , w związku z tym, że zakres katalogu różnił się od tego z roku 2009 a więc i od tego na temat którego wypowiedziała się Agencja Oceny Technologii Medycznych ,Minister Zdrowia winien był zasięgnąć ponownie rekomendacji Agencji. Nie zrobił tego wobec czego poprawność wydania tego rozporządzenia pozostawia dużo do życzenia. A to właśnie w trakcie prac Agencji zasięga się opinii konsultantów krajowych.
  • Opinii konsultantów nie zasięgnął również- jak się wydaje – Prezes NFZ wydając Zarządzenie nr 59/2009. Przynajmniej 3 konsultantów krajowych w dziedzinie stomatologii nie otrzymało żadnego wniosku w tej sprawie.
  • W październiku MZ wydało rozporządzenie ws priorytetów zdrowotnych. Nie ma tam żadnej wzmianki o stomatologii. Przypadek? A może nie ma się o co spierać? Bynajmniej- rozporządzenie takie jest urzędowym potwierdzeniem szczególnej troski państwa wobec wybranych działań i brak jakiegokolwiek działania stomatologicznego wymienionego z nazwy jest niczym innym jak sygnałem wysłanym w przestrzeń publiczną (np. do dysponentów finansów NFZ) na jakie branże medyczne  zwracać a na które niekoniecznie zwracać uwagę. Żeby dopełnić goryczy zaznaczmy może, że projekt tego rozporządzenia wysłany był z MZ wg rozdzielnika do ponad 70 instytucji w tym do wszystkich towarzystw naukowych i konsultantów krajowych Z WYJĄTKIEM : Polskiego Towarzystwa Stomatologicznego i konsultantów krajowych z dziedzin stomatologicznych.

Można by mnożyć dalszych przykładów sobiepaństwa, nieliczenia się z prawem i zwykła logiką. Tymczasem o reakcji władzy samorządowej  na wyżej opisane aberracje nic nie wiadomo .

No dobrze, a co z wnioskami? Czy reakcja na ww.  powinna  być bardzo pryncypialna, czy może wręcz odwrotnie? Czy powinno się uderzyć w wysokie "c"  powiadamiając prokuraturę , premiera, komisje sejmowe ? Czy może to nie najlepszy pomysł wymądrzać się i popisywać swoją wrażliwością na prawo przed rozmówcami dysponującymi realną władzą? Może więc udawać że to po nas spływa jak po kaczce woda i pomału załatwiać drobnymi krokami sprawę po sprawie?
Z pewnością można dojść do jakiegoś konstruktywnego wniosku co do optymalnego sposobu postępowania, ale decyzja musi zapaść w szerszym gronie. Nie da się tego wypracować dzieląc towarzystwo na lepszych i gorszych, swoich i obcych. Nawet gdyby była to  optymalna decyzja naszego ciała izbowego,  to sposób dochodzenia do niej nie uwzględniający szerokiej konsultacji  wywołać może niezrozumienie i odczucie niedbania o nasze interesy (w przypadku gdy korzystniejsze byłoby poskromienie chęci  protestu).

Stąd niezależnie od tego kto będzie nowym prezesem NRL , kto wejdzie do Rady Naczelnej, czy zdominuje ją ekipa X czy Y to  najważniejsze aby zapadły takie ustalenia, w myśl których  dalsza emancypacja i  oderwanie się od elektoratu wąskiej grupy wypowiadającej się "w imieniu wszystkich stomatologów " była niemożliwa.

Andrzej Cisło

24 stycznia 2010 

 Ustawa w Sejmie

 

 

88 lat, a jeszcze by sie nadała

    Komentarze

 

W cieniu lansowanej historycznej, doniosłej chwili uchwalenia nowej ustawy o izbach lekarskich  mało co, a uszłaby naszej uwadze 88 rocznica wejścia w życie pierwszej "nowożytnej" ustawy o zawodzie lekarza wydanej w Polsce. Uchwalił ją Sejm 2 grudnia 1921 roku (ustawę o izbach sejm uchwalił 2 grudnia 2009) . Obie weszły w życie  po 28 dniach – pierwsza – 88 lat temu 1 stycznia 1922, druga wchodzi w życie w dniu, w którym piszę te słowa.

"Ustawa w przedmiocie wykonywania praktyki lekarskiej w Państwie Polskiem"

[tekst w pdf ]  

ma zaledwie 26 artykułów (obecna ustawa o zawodach lekarza i lekarza dentysty ma ich ok. 80). Trzeba docenić, że uregulowała zasady prawa wykonywania zawodu w państwie , które po 123 latach zaborów kodyfikowało swój system prawny a dyplomów lekarskich i równoznacznych z nimi było dużo więcej niż dzisiaj.

Ustawa zawiera również syntetycznie uregulowane kompetencje izb lekarskich w zakresie jurysdykcji nad lekarzami oraz realne a nie życzeniowe zapisy czyniące z izb przedwojennych prawdziwego pośrednika w negocjacjach płacowych.

Pewnie zawodowi legislatorzy cokolwiek się ze mną  nie zgodzą, pewnie wykryją tam wiele błędów w świetle nowoczesnego prawodawstwa  ale ten tekst jest dla nas -laików prawa- chyba dużo czytelniejszy i – jak mi się wydaje- prostszy w przekazie. I czyż nie o to chodzi? Prawo powinno budzić szacunek, a o  ten łatwiej przy zrozumieniu intencji.

Czyta się ją z niekłamanym sentymentem.

Życzmy sobie w Nowym Roku  prawdziwego renesansu prawa medycznego, poszanowania naszych praw na co dzień i nie stawiania nas i naszych interesów  w opozycji do praw i interesów pacjentów, bo te są w dużej części tożsame.

 

Andrzej Cisło

1 stycznia 2010 

 Ustawa w Sejmie

 

 

Co powinien wiedzieć kandydat na Prezesa NRL?

  Komentarze
W ostatnim numerze Gazety Lekarskiej oprócz dość osobliwego wykładu kol.Anity Pacholec „Razem czyli osobno” jest jeszcze jeden poważny akcent dotyczący relacji lekarze-stomatolodzy.
Otóż kandydujący na urząd Prezesa NRL dr Maciej Hamankiewicz w wywiadzie udzielonym Markowi Stankiewiczowi mówi  o dominacji lekarzy nad stomatologami która jego zdaniem polega na tym ,że stomatolodzy   „otrzymują o wiele więcej pieniędzy niż lekarze innych specjalizacji,mimo że płacą taką samą  składkę.Dominacja polega na DOFINANSOWANIU tej grupy przez innych  lekarzy” .Dr Hamankiewicz konkluduje więc, że sam chciałby byc tak zdominowany.
Pomijam juz dość niegrzeczną i mało dyplomatyczną wzmiankę o „nielicznej ale hałasliwej grupie skupionej wokół Roberta Stępnia”.Ot krótki akapit – wszystkiego 4 linijki w GL a ileż mówi o kandydacie.
Z całym szacunkiem ale nie jestem pewny czy kandydat wie na jaki urząd kandyduje. Otóż nie ma on być prezesem lekarzy rżnych specjalności ale prezesem izby dwóch zawodów. Jesteśmy ZAWODEM a nie SPECJALIZACJĄ i to, co możemy od biedy wybaczyć posłom-nie lekarzom (nagminnie to mylą) tego nie przepuścimy kandydatowi na Prezesa NRL.
Nie wiem o jakiej kasie mówi Maciej Hamankiewicz- może o wydatkach na liczne coroczne podróże wąskiej grupy kolegów-stomatologów z NRL. Weźmy choćby ów ostatni numer GL-info o delegowaniu po 2 osób do Brukseli, Pragi i Monachium. Pewnie- wszystko to musi kosztować.
Rzecz w tym, że nie są to pieniądze na stomatologów ale na miejscami bizantyjski styl sprawowania przywództwa.Powiedzmy więc dr Hamankiewiczowi i innym adwersarzom naszej  „hałasliwej grupy Stępnia” jeszcze raz:

nikt nie podnosił zarzutu dominacji lekarzy- autonomia jest nam potrzebna głównie do uzyskania realnego wpływu na nasz własny (stomatologiczny ) management. Z tytułu jego niezborności tracimy w skali kraju dużo więcej kasy niż owe łaskawe „dofinansowanie od lekarzy”. Wyciekają nam w postaci nieuzasadnionych kosztów obsługi praktyk a przede wszytskim niskich nakładów na publiczna stomatologię.

Dr. Hamankiewicz jeździ po kraju  i na okręgowych zjazdach reklamuje swoją kandydaturę ( to akurat jest sympatyczne). Będzie więc okazja powiedzieć to Kandydatowi równiez osobiście.

podpisany: Andrzej Cisło
status : lekarz dentysta
funkcja w hałasliwej grupie: …no nie wiem, chyba perkusja

 

24 listopada 2009

 Ustawa w Sejmie

 

 

 

 

Cenzura w Biuletynie WIL

   Komentarze

 Napisałem artykuł do ostatniego  Biuletynu WIL . Bywa. Artykuł szczególny bo poświęcony kończącej się kampanii o lepszy dla nas-stomatologów kształt uchwalanej właśnie nowej ustawy o izbach lekarskich. W artykule tym opisałem również dość niechlubną rolę jaka przypadła Wielkopolskiej Izbie Lekarskiej, która na prośbę  K.Radziwiłła  zdecydowała się wydać (niestety sfingowane) stanowisko Prezydium Komisji Stomatologicznej WIL odcinające się od moich wystąpień na forum podkomisji i komisji zdrowia.
Piszę "sfingowane" bo było dziełem bliżej niesprecyzowanej grupy 2-3 osób komunikującej się przez Internet. Sprawę opisuję szerzej w artykule z 1 wrzesnia . Bez powiadomienia, bez quorum , bez podpisu Sekretarza, protokołu taki oto komunikat uzyskał range dokumentu izbowego i poszedł w świat [do biur poselskich].
Teraz pod moim tekstem w Biuletynie sprawczyni tego występku dr A.Kurhańska-Flisykowska zamieszcza jeszcze nieprawdziwy dopisek, że za tym tekstem opowiedziało się 5 osób.

Myślę, że chyba zwrócę uwagę Redaktorowi Naczelnemu ,niezmiennie uśmiechającemu sie do nas z trzeciej strony A.Baszkowskiemu że:

  1.  wiedząc, że tamto zebranie i całe to "stanowisko" to lipa lepiej nie drukować czyichś kolejnych kłamstw za pieniądze lekarzy
  2.  jeśli piszę w artykule , że dr Kurhańska  w komentarzu "poinformowała w tekście, że  ktoś podczas ostatniego Zjazdu WIL kazał nam- dentystom wypier… [cytuję niestety dosłownie] " to znaczy że napisała owo "wypier…" i nie trzeba a nawet nie wolno zmieniać tego bez mojej wiedzy na niewinne "w……." . Wszystko jest dla ludzi, nawet takie "wypier…" popełnione przez Panią Prezes Kurhańską. Przytaczając to chciałem tylko uzmysłowić Czytelnikom, że niektórym puszczają nerwy nawet w wypowiedziach na piśmie.

Nie zakładałem tej witryny aby zajmowac Czytelników moimi bojami czy epatować doznanymi ranami. Ale pomyślmy- brakuje nam wiele: przede wszystkim poczucia bezpieczeństwa , stabilności warunków pracy. Nie mamy należnej nam reprezentacji ani- jak się okazuje – niezależnego, wolnego od cenzury forum, na którym moglibyśmy wylać swe żale a jeszcze lepiej- poszukać wspólnie recepty na wszystkie powyższe bolączki. Za podważanie stanowiska Izby straszy się nas Kodeksem Etyki Lekarskiej a stanowiska podejmuje się w dokonując oszustw. I jeszcze nie można o tym napisać aby nie spotkać się z następnym kłamstwem. Szkoda gadać.

 Andrzej Cisło                                        

10 listopada  2009

 

 

 

Rodzina, ach rodzina

   Komentarze

 Czy można wygrać z Rządem, zmasowanym lobbingiem Naczelnej Rady i Przewodniczącym Sejmowej Komisji Zdrowia? Pewnie można- szczególnie jesli za nami jest prawda poparta wystarczającymi aż nadto dowodami.
Ale nikt nie powiedział, że zwycięstwo przyjdzie łatwo i od razu.

Stomatolodzy doczekają sie pręzej czy później swojego należnego miejsca w izbach choć rzeczywiście idzie jak po grudzie.
Jeden z posłów (lekarz), z którym wczesniej sympatycznie gawędziło się i który dawał oznaki, że "czuje bluesa" i że zdaje sobie sprawę z tego, że ta cała zadyma to obrona monopolu podszedł do mnie przed jednym z posiedzeń Komisji Zdrowia z miną człowieka, który ma świadomość, że za chwilę chcąc nie chcąc będzie przeciw nam i rzekł " ..wie pan doktorze , tak naprawdę to zawsze ten sam dylemat: do jakiego poziomu ma schodzić demokratyzacja? " Troche mi żuchwa opadła ale resztką sił rzekłem, że wydawało mi się, że demokracja powinna być wszechobecna.
Scenka ta dowodzi stopnia bezwładności całego systemu władzy w Polsce. Mozna mieć za sobą jednoznacznie pozytywną opinie prawną, setki podpisów pod Oświadczeniem umieszczonym w Internecie, ostatecznie błogosławieństwo PTS-u i co? -Nic – jak widac wystarcza aby naprzeciwko stanęli razem Rząd, NRL i przewodniczący komisji Piecha, który nie krył sej niechęci do Autonomii. I to wszystko wsparte ogólnikowymi frazesami, że jesteśmy rodziną, dobrze nam w tej rodzinie, wsparte niepodpisanymi opiniami prawnymi i uchwałami samorządu podjętymi w stanie wiedzy prawnej zasięgniętej z opinii, jaką podobno dr Nekanda-Trepce udzielił prof.Winczorek  tyle, że …przez telefon.
Bardzo rezolutnie zaapelował na posiedzeniu Komisji 24.09 do K.Radziwiłła poseł Andrzej Sośnierz. Powiedział wręcz, że paradoksalnie ci, którzy mienią się obrońcami wspólnego samorządu de facto będą go rozbijać. To całkiem realna perspektywa.

Najgorsze niestety dopiero przed nami. przed nami bowiem zjazdy i zebrania, gdzie przyjdzie zmierzyć sie z obojetnością na metody i sposób  w jaki samorząd lobbował w tej sprawie. Potem zapytamy się siebie "na jakim my świecie żyjemy?" Ktos powie z boku: co się dziwisz?  – rodzina, a z rodziną -jak wiadomo- najlepiej na zdjęciu.

 

Andrzej Cisło 

15 października  2009

 Ustawa w Sejmie

 

 

Obrona czego?

    Komentarze

 

Nie ma co chować tej prawdy- na tle postulatu Autonomii Stomatologów powstał już dość dawno temu spór w izbach lekarskich.
Część osób pracujących w strukturach izbowych patrzy na ten postulat jak na śmiertelne zagrożenie. Dobre pytanie to: zagrożenie czego?
W liście (prawdopodobnie do Posłów) , którego uzasadnienie NRL udostępniła portalowi "Dentonet" Prezes NRL K.Radziwiłł pisze o nieuchronnym podziale izb i paraliżu pracy jej organów. I to wszystko ponoć przez odrębne wybory stomatologów i lekarzy do rad lekarskich.
Z wizji tej wyłania się krajobraz ,w którym brakuje już tylko trąby powietrznej, dżumy i świńskiej grypy.
Co więcej – w mailu do członków NRL Pan Prezes sugeruje że rozpad izb, (którego to pojęcia używa już niemal  zamiennie z Autonomią)  miałby doprowadzić do przejściowego przejęcia majątku izbowego przez …administrację państwową. Idealny straszak – kto z prezesów OIL jeszcze miał odrobinę sympatii i zrozumienia dla Autonomii ma się szybko zreflektować w obliczu wizji "izb bez ziemii".
Do tego Prezes użył miecza obosiecznego- we wspomnianym piśmie (chyba) do Posłów zasugerował, że wybrani w osobnych wyborach członkowie organów będą mieli prawo do wypowiadania się tylko w imieniu grupy zawodowej, która ich wybrała. Zapomniał (?) tylko, że dokładnie taki status mają wszyscy członkowie okręgowych zjazdów lekarskich w Polsce. Oto urzędowe oficjalne stanowisko NRL podważające prawomocność i legitymizację wszystkich zjazdów okręgowych!!. Podpisane ręką, która gotowa była zapukać w każde drzwi, aby pozostawić samorządowi decyzje w sprawie struktury terytorialnej ! I to wszystko w imię jedności i utrzymania…no właśnie utrzymania czego?
Odpowiedź z pewnością jest złożona. Najbardziej prawdopodobna jednak to taka, że jest to obrona monopolu estabilishmentu izbowego do tworzenia zarządu nad izbami. Jak wiele NRL gotowa jest jeszcze poświęcić za utrzymanie status quo?

W opisywanym przez mnie piśmie dużo mówi się o destabillizacji, paraliżu, wysoce niedojrzałym pomyśle garstki działaczy. Jeśli dodać do tego uprzednio kierowane wobec inicjatorów Autonomii podejrzenia o rządzę władzy to mamy dokładnie wszystkie elementy retoryki przedokrągłostołowej . Wtedy też straszono, że garstka żądnych władzy nieodpowiedzialnych amatorów doprowadzi do destabilizacji, rozpadu bloku itd. Myśleliśmy, że takich argumentów dziś już nie wypada używać? Widać myliliśmy się.

Andrzej Cisło 

10 sierpnia 2009

 17 lipca- czytaj news o dużej szansie na pomślny koniec!! 

 

 Ustawa w Sejmie

 

 

Teraz albo nigdy

    Komentarze

  Rząd przyjął projekt ustawy o izbach lekarskich. Oznacza to automatyczne skierowanie go do Sejmu. Rozpoczyna się więc ostatnia runda walki o naszą pozycję we wspólnym samorządzie.

Sprawa ta jest jaskrawym przykładem supremacji interesów wąskiej grupy nad dobrem ogółu.
Jeśli ktoś może mi wytłumaczyć dlaczego 35 tysięczna rzesza dobrze wykształconych i zaradnych ludzi nie może sama wybrać swych przedstawicieli do swych władz korporacyjnych  to bardzo proszę.
Estabilishment izbowy nie chce do tego dopuścić, gdyż straciłby możliwość grania naszymi sprawami. Ministerstwu wszystko jedno – byle był spokój a pacjenci mieli szybki dostęp do Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej. My zaś zostać mamy z naszą archaiczną strukturą organizacyjną a właściwie to bez struktury, bez pieniędzy na działalność i z wielkim  bagażem zadań. Media zapatrzyły się chyba w medialny wizerunek prezesa Radziwiłła i gotowe są traktować wszelkie ruchy wewnątrzizbowej krytyki jako przedsmak walki o schedę po Radziwille (był juz 2 kadencje prezesem a poza tym od stycznia zaczyna 2-letnią kadencję szefa Stałego Komitetu Lekarzy Europejskich).
 Wybory idą kiepsko, zewsząd słychac lament, że młodzi się nie garną ale mało komu wpadnie do głowy zapytać dlaczego tak się dzieje.
W takich warunkach rozpoczyna się ostatnia runda walki o jakikolwiek możliwy do przyjęcia przez nas kształt naszej reprezentacji zawodowej.
Wszystko prawdopodobnie rozegra się w trakcie prac nad ustawą w Komisji Zdrowia Sejmu.  

Andrzej Cisło 

16 czerwca 2009

 17 lipca- czytaj news o dużej szansie na pomślny koniec!! 

 Ustawa w Sejmie

 

 

Tego się nie da zamieść pod dywan

    Komentarze
 

To nie ma być żadna rewolucja . Trudno  się spodziewać, że nagle odkryjemy Amerykę i na nowy genialny sposób ułożymy sobie nasze wzajemne relacje. Ale może ponad tym poczuciem zniechęcenia i rezygnacji uda nam się jeszcze wzniecic naprawdę rzeczową dyskusję o tym jak najlepiej chronić nasze interesy i kto ma o to zadbać.

Umówmy się, że domyślnym założeniem propagowanej tu autonomii jest zaznaczenie specyfiki i odrębności zawodu lekarza dentysty W RAMACH WSPÓLNEJ IZBY. O tym, czy powstanie niezależna izba można a nawet trzeba dyskutować, ale dla uporządkowania dyskusji i  z obawy przed utopieniem jej w morzu pobocznych wątków podejmijmy na razie próbę zapytania się samych siebie czy nie warto zacząć procesu autonomizacji naszego zawodu od takiej dość wyraźnie zaznaczonej odrębności.

Z dość częstym poglądem , że i tak nie warto rozprawmy się metodycznie- od ogółu do szczegółu:

Pytanie pierwsze: Czy pożądaną przez nas sytuacją jest brak jakiejkolwiek organizacji zrzeszającej  choćby jakąś reprezentatywną część z nas ? Chyba nie. W artykule „10 mitów o autonomii” próbuję uświadomić nam wszystkim, że można przejść przez 40 lat pracy zawodowej „suchą nogą” , ale nie cały czas się jest młodym , pięknym, bogatym i zdrowym. A nawet jeśli (vide Titanic) to potrzeba jeszcze odrobina szczęścia. Na wypadek jego braku dobrze jest się wesprzeć na jakiejś wspólnocie.

Pytanie drugie: czy na horyzoncie pojawia się jakaś organizacja dentystów gromadząca na tyle dużą część z nas, aby na jej bazie ( w wypadku gdybyśmy izbę spisali na straty) można było budować strukturę , o jakiej mowa w pytaniu pierwszym? Póki co nie widać.

Wniosek: szanujmy to co mamy na wyciągnięcie ręki i zmieńmy nasz samorząd zawodowy tak, abyśmy wyszli wreszcie  z pozycji wierzących (w samorząd) ale niepraktykujących  i  przekonali się  do czegoś, co korporacje dentystyczne innych nacji już dawno przyjęły za pewnik, konsekwentnie idą w tym kierunku i mają się znakomicie.

Pragnę w tym miejscu podziękować moim Kolegom: Robertowi Stępniowi, Leszkowi Szadziukowi i Wiesiowi Księżopolskiemu – wiceprezesom okręgowych izb w Krakowie, Szczecinie i Koszalinie. Wnioski i tezy zawarte na tej stronie do w dużej mierze efekt naszych długich rozmów i listów. Razem w czwórkę inicjowaliśmy w marcu 2008 obecną odsłonę dyskusji o autonomii.

Z nadzieją na owocną dyskusję , z prośba o dzielenie się uwagami (zapraszam do publikacji) przesyłam wszystkim Czytelnikom wyrazy szacunku

Andrzej Cisło , lekarz dentysta

kwiecień 2009