Każdy może być kierownikiem podmiotu leczniczego?

Written by admin on 1 maja 2013. Posted in Absurdy prawa medycznego

Z ustawy o działalności leczniczej :

Art. 2

2. Ilekroć w ustawie jest mowa o:

1)      kierowniku bez bliższego określenia – rozumie się przez to także zarząd spółki kapitałowej, a w przypadku innych podmiotów wykonujących działalność leczniczą – osobę uprawnioną do kierowania tymi podmiotami i ich reprezentowania na zewnątrz, jeżeli przepisy ustawy nie stanowią inaczej;

Jak powszechnie wiadomo ustawa o działalności leczniczej jest prawnym następcą ustawy  o zakładach opieki zdrowotnej. W tamtej ustawie istniał przepis nakładający na ministra zdrowia obowiązek wydania rozporządzenia określającego minimalne wymogi stawiane kierownikom jednostek organizacyjnych zakładów opieki zdrowotnej (również niepublicznych).

I tak ostatnie rozporządzenie w tej sprawie stawiało wymóg , że jednostką zatrudniającą lekarzy mógł kierować lekarz lub lekarz dentysta z minimum 5-letnim stażem pracy.

Osobiście (dowód w protokołach sejmowych) jako jedyny mówca upomniałem się o ten zapis na sejmowym wysłuchaniu publicznym ws projektu ustawy. Jak się można spodziewać- bez większego efektu.

Czy obecny stan prawny kłóci się w jakikolwiek sposób z innymi normami prawnymi lub czystą logiką?

Zdecydowanie tak. Przepisy ustawy regulują kwalifikacje tylko wobec kierownictwa spzoz- jest wymóg powołania zastępcy dyrektora ds medycznych. Tak więc cała reszta podmiotów leczniczych może mieć na dobrą sprawę kierownictwo bez żadnego wykształcenia medycznego. Mówiąc prościej i dosadniej: właściciel galerii handlowej , który ma w dobie kryzysu wolny lokal handlowy , może wpaść na pomysł iż otworzy w nim podmiot leczniczy, zatrudni (młodych) lekarzy i …będzie ich fachowym kierownikiem. Może oczywiście spośród lekarzy powołać kierownika , ale nic go do tego nie obliguje.

Powstaje więc pytanie, czy kierownik bez żadnego „backgroundu” medycznego może prawidłowo kierować podmiotem i czy daje w tym względzie rękojmię należytego respektowania praw pacjenta. No wyobraźmy sobie spór lekarza podmiotu z pacjentem. Rozstrzygnięcie takowego sporu bez posiadania choćby rzetelnej orientacji  w procedurach medycznych oraz zasad etyki lekarskiej może być trudne. Również dostęp do dokumentacji medycznej (tego kierownikowi nie sposób zabronić)  osoby spoza zawodów medycznych budzi pewne zastrzeżenia. Lekarze w zakresie wykonywanych czynności (również kierowania podmiotem) odpowiedzialni są przed organami odpowiedzialności zawodowej . Art 2 ust ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty stanowi iż kierowanie podmiotem leczniczym jest formą wykonywania zawodu lekarza.

Wyobraźmy sobie prozaiczny problem naszej korporacji- reklamowanie się niezgodne z zasadami etyki. Kierownik-lekarz odpowiadałby za takie naruszenie przez rzecznikiem. Kierownik-biznesmen nie . Nie ma jednolitego poglądu na temat zakresu odpowiedzialności lekarzy-kierowników przed rzecznikiem za sprawy związane z kierowaniem podmiotem. Dyskusja prawnicza trwa, jednak bezsprzecznie przepis ustawy o zawodach lekarza wiąże funkcjonalnie pozycję kierownika podmiotu leczniczego z wykonywaniem zawodu lekarza.

 

Próbując zdefiniować problem od strony prawnej chciałoby się więc powiedzieć, że przepis art 2 ust.2 pkt1 ustawy o działalności leczniczej i idący za tym brak doprecyzowania wymogów stawianych kierownikom podmiotów leczniczych stanowi pominięcie ustawodawcze. Ustawodawca bowiem przewidział wagę odpowiedniego kierownictwa podmiotem (art 46), ale uczynił to wyjątkowo niekonsekwentnie bo tylko wobec dużych podmiotów . I ta niekonsekwentna regulacja stoi w sprzeczności z realnymi możliwościami wypełnienia obowiązków nałożonych choćby w art4 ust2, czy w art23 ustawy.

 

Zdaje się również uniemożliwiać w niektórych wypadkach realizację postanowień art 17 ust.1 Konstytucji RP czyli funkcji sprawowania pieczy nad należytym wykonywaniem zawodu lekarza, jaką ma samorząd lekarski. Pewne bowiem zachowania lekarza mogą wynikać w większym stopniu z zasad wewnętrznych (poleceń) stanowionych w podmiocie przez kierownika (właściciela) , niż z niechęci lekarza do przestrzegania zasad deontologicznych. Trybunał Konstytucyjny wielokrotnie zwraca w swych wyrokach uwagę na to, czy badany przez niego przepis daje realną możliwość egzekucji jakiegoś prawa, słowem nie co przepis chce kreować a raczej jakie skutki wywołuje w rzeczywistości.

Powstaje oczywiście pytanie: czy niżej podpisany nie kreuje problemu na wyrost, próbując wszcząć akademicką nieco dyskusję?

I tu odwołać muszę się do Monteskiusza, który już trzy wieki temu pisał „Twierdzenia matematyczne uważane są za prawdziwe ponieważ w niczyim interesie nie leży, by uznawać je za fałszywe”.

Święte słowa . Zastanówmy się w kogo ten przepis uderzył najmocniej od strony ekonomicznej czy rynkowej? W szpitalników?- w żadnym razie, w lekarzy POZ lub AOS?- w najmniejszym stopniu nie. Ci pierwsi mają listy pacjentów i w zasadzie zamknięty rynek.

Ci drudzy mają rynek częściowo uregulowany poprzez wymóg posiadania specjalizacji, co jest ewidentnie „wąskim gardłem” dostępu do możliwości świadczenia usług specjalistycznych.

Od dawna twierdzę, że stomatologia jest jedynym wolnym rynkiem lekarskim. Prawo udzielania świadczeń czy to komercyjnych , czy to finansowanych przez NFZ ma każdy lekarz dentysta po LDEP-ie . Twierdzę nawet , że sytuacja, z jaką spotkamy się niedługo, a więc brak urzędowego stażu po studiach zmusi niektórych młodych absolwentów stomatologii do przyjęcia każdej propozycji, a szansa pozyskania taniej lekarskiej siły roboczej bez konieczności zatrudniania doświadczonego lekarza jako kierownika może być dla niektórych rzutkich biznesmenów kusząca.

Zresztą, może właśnie o to autorom ustawy chodziło?

Toteż w myśl powiedzenia Monteskiusza- nie siedźmy cicho tylko dlatego , że nikt tego tak głośno nie podnosi. Nie ma interesu , to nie podnosi. Myślę, że my mamy.

 

Andrzej Cisło

Print Friendly, PDF & Email