Przeszło koło nosa

Written by admin on 16 września 2015. Posted in Komentarze

N

a stronie Komisji Stomatologicznej WIL zamieszczony jest wpis z dołączonym zestawieniem przyznanych 10 września rezydentur w specjalnościach stomatologicznych.

Te nasze przyznane 79 rezydentur stanowi 1,37 % wszystkich przyznanych przez MZ miejsc.

 

 

Jest to o ok 20% więcej w liczbach bezwzględnych w porównaniu do roku poprzedniego, ale dane są mimo to bardzo poważne i powinny rodzić naprawdę poważne wnioski.

Nie podejrzewam oczywiście żadnego prostego spisku, żadnej prostej dyskryminacji czy gry interesów . Powodem zapewne jest to, że w przypadku stomatologa specjalizacja to poważne wyzwanie a przede wszystkim powodem jest chyba brak miejsc akredytowanych,gdzie taką specjalizację można prowadzić . I mała liczba  specjalistów , bo tylko oni mogą patronować specjalizacji.

Oba czynniki z kolei są efektem wyraźnej specyfiki schematu kariery zawodowej stomatologa oraz uwarunkowań rynkowych .

Starczy porównać liczbę szpitali , przychodni specjalistycznych obleganych przez pacjentow ubezpieczonych z mizerną liczbą  kontraktów specjalistycznych w ramach NFZ .

Od samego początku walki o automomię zawodu lekarza dentysty kwestię odrębności schematu kariery zawodowej podnosiłem jako jeden z argumentów .

Od przynajmniej 5 lat wraz z Robertem Stępniem podnosimy komieczność napisania noweli ustawy i odrębnego rozporządzenia dotyczącego specjalizacji stomatologów. Ten schemat, jaki obowiązuje w przypadku lekarzy, w stomatologii się po prostu nie sprawdza.

Od samego początku pisałem też , że brak autonomii nie oznacza tylko niespełnienia jakiejś pięknej idei , ale będzie oznaczał konkretne pieniądze stracone lub niezarobione.

Warto zdefiniować to, co się stało . Branże w różnych swych obszarach dzialalności przechodzą cykle koniunktury i dekoniunktury. Czasem coś parę lat "nie idzie" ale przychodzi długo wyczekiwany moment kiedy zły los się odwraca i jest szansa na odrobienie zaległości .

I taka szansa pojawiła się w sprawie specjalizacji właśnie teraz. A myśmy zostali jak  inwestor bez pieniędzy  u progu hossy – nic nam z tego nie przyjdzie .

A powodem jest to, że odpowiednio wcześniej nie oszacowano rzetelnie realnych możliwości zwiększenia poziomu kształcenia specjalizacyjnego . Rzetelna analiza wskazałaby, że trzeba niezwłocznie do systemu kształcenia podyplomowego lekarzy dentystów wprowadzić inne formy urzędowego poświadczania doskonalenia (np.szkolenie w węższych dziedzinach medycyny).

Teraz można by na tej bazie wykorzystać choćby część należnych nam z tytułu proporcji środków finansowych . A wobec rzucenia teraz poważnych środków z rezerwy budżetowej byłby to spory grosz.

A tak, przeszło nam koło nosa.

Mam głęboką nadzieję, że środowisku stomatologicznemu wytłumaczy to ta część pracujących dla izb stomatologów, którzy przyłączają się od lat do starej zgranej mantry , że "jesteśmy rodziną, jedną izbą, nie ma różnicy czy lekarzy czy dentysta..." Itd itp.

To właśnie spychanie specyfiki zawodowej lekarzy dentystów do roli jakiegoś niszowego postulatu hamuje poważną dyskusję w poważnych sprawach. I dzieje się to przy silnym współudziale  niektórych z nas.

Andrzej Cisło 16 września 2015 r

Print Friendly, PDF & Email