Stawka kapitacyjna: czy to się może udać?

Written by admin on 29 sierpnia 2016. Posted in Artykuły, Kontrakty 2014-2017

pytPora wreszcie podjąć na łamach naszej witryny ten osobliwy temat.
Realcjonując spotkanie z prezesem NFZ pisałem o niespodziewanej informacji o pracach nad nowymi zasadami świadczeń stomatologicznych.
No i z gazety dowiedzieliśmy się , że MZ planuje zupełnie nowe rozwiązanie pod postacią przypisania każdego dziecka od urodzenia do konkretnego lekarza dentysty, stawkę kapitacyjną za opiekę i premię za zdrowie jamy ustnej podopiecznego.

Informacja została już powtórzona przez wszelkie możliwe portale. Zakłada się' że ta rewolucja miałaby wejść w życie 1 stycznia 2018r.

Dziś Rzeczpospolita zamieściła artykuł , ktory studzi ewidentnie zapał twórców tej wiekopomnej reformy.

Ale idąc po kolei chciałbym się zatrzymać na tym pierwszym artykule w Gazecie Prawnej.
Przede wszystkim oburza już z góry przyjęte założenie resortu, który ustami wiceministra Łandy już projektuje i zakłada, że premiowanie za zdrowie jamy ustnej będzie przedmiotem wyłudzenia ze strony stomatologów . To jest absolutnie nieodpowiednia "narracja". Pomijam już, że czysto laicka, bo w prawidłowo przeleczonej jamie ustnej ząb zaboleć może i nie świadczy o tym, że dziecko nie jest zdrowe. W tym momencie zdrowych nie ma w ogóle (no chyba że z PUW=0)

Zastanawia jeszcze co innego, a mianowicie wypowiedź prezesa Porozumienia Zielonogorskiego, dra Jacka Krajewskiego, ktory roztacza piękną wizję jak to pięknie i efektywnie może działać. Dr Krajewski to wytrawny menedżer i musi wiedzieć, że nie da się porównać systemu lekarza rodzinnego z systemem stomatologa rodzinnego. Podmioty w POZ i STM oparte są o zupełnie inny model biznesowy, natura dolegliwości pacjenta jest zupełnie inna. Szef PZ usilnie jakoś promuje ten projekt sugerując ponadto, że przychodniom napędzi to pacjentów dorosłych. Może powinien porozmawiać z lekarzami pracującymi jako pracobiorcy w POZ .Lekarze rodzinni należą do mocno przepracowanych, więc jeśli organizacja lekarzy rodzinnych taki nam reklamuje model pracy to może raczej jednak podziękujemy i wykażemy trochę sceptycyzmu?

W artykule zamieszczonym w Rzepie ,eksperci są bardziej ostrożni.

– To szczytna idea, ale całkowicie nierealna, i to z dwóch powodów – finansowego i organizacyjnego – uważa dr Jerzy Gryglewicz z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego. – Na leczenie zębów już dziś brakuje pieniędzy i bardzo ciężko będzie zmusić stomatologów, którzy od wielu lat wybierają inne, bardziej intrantne specjalizacje, takie jak implantologia, do mniej dochodowego leczenia dzieci – dodaje.
Zgadza się z nim prof. Marek Ziętek, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i honorowy prezydent Polskiego Towarzystwa Stomatologicznego: – Leczenie dzieci jest dużo trudniejsze niż dorosłych. Wymaga większego nakładu pracy i nawet kilka razy więcej czasu. Dziecko się boi, nie usiedzi nieruchomo jak dorosły, trzeba umieć do niego podejść, uspokoić je. To sprawia, że zabieg znacznie się wydłuża. Stomatologia dziecięca nie jest specjalizacją dla każdego – uważa profesor.

Pytań zresztą jest więcej:

  • Kłopotliwa będzie realizacja prawa rodziców dziecka do zmiany owego rodzinnego stomatologa. Kłopotliwa zapewne dla samego stomatologa, który być może w pewnym najtrudniejszym wieku dziecka wykona tytaniczną pracę. W medycynie rodzinnej nie ma w zasadzie ”nieefektywnych wizyt pediatrycznych" . W stomatologii dziecięcej – i owszem.
  • Twórcy pomysłu nie zdają sobie chyba sprawy, ze w krajach gdzie opieka stomatologiczna jest nastawiona i zogniskowana na dzieci , państwo wymusza aktywną w tym względzie postawę rodziców. Nie ma mowy o zaniedbywaniu wizyt kontrolnych, na rodzicach spoczywa też obowiązek dopilnowania higieny zębów u dzieci. To wszystko jest obłożone sankcjami. Czy polski ustawodawca, przy tym dość populistycznym nastawieniu będzie na tyle przewidujący i czy później organy wykonujące te ustawy będą na tyle konsekwentne , aby wszelkimi sposobami motywować rodziców do przejęcia współodpowiedzialności za stan jamy ustnej dzieci?
  • Podjęcie się przez lekarza pracy stomatologa rodzinnego dla dzieci wymagać będzie chyba przestawienia modelu pracy. Sęk w tym, że w naszych warunkach, gdzie priorytety się zmieniają, gdzie rządy na przemian powołują jakieś programy, potem z nich rezygnują- w takich warunkach poświęcenie kariery zawodowej opiece nad dziećmi to nie lada wyzwanie. Zakładając przesuwanie granic wieku emerytalnego, statystycznego stomatologa czeka 40 lat pracy. Przez ten czas trzeba sobie zapewnić wszystko od własnego warsztatu pracy po odpowiednia pozycję na rynku . O ile lekarz rodzinny jest w stanie zaprojektować sobie na bazie medycyny rodzinnej karierę zawodową, o tyle takie zawierzenie projektowanemu modelowi stomatologa rodzinnego póki co byłobny raczej nieroztropne.
  • Dlatego sama wycena świadczenia "stomatologii rodzinnej" to nie wszystko – najtrudniej będzie z tym zaufaniem i poczuciem stabilności .
  • A jak chodzi o samą wycenę- no ciekawiśmy na pewno wszyscy o jakich stawkach mówimy. Metodologia wyceny świadczeń, jaką w drodze rozporządzenia ustalił dla Agencji Taryfikacji Minister Zdrowia nie pasuje do małych podmiotów .


Słowem- same znaki zapytania

Print Friendly, PDF & Email