Wiceprezes NRL na polu minowym

Written by admin on 5 czerwca 2017. Posted in Kontrakty 2014-2017, Samorządność, Symetria praw

 

Zabieram głos powodowany dzisiejszym wywiadem, jakiego portalowi Infodent24.pl udzielił Leszek Dudziński– urzędujący wiceprezes NRL .

czytaj : Pole minowe, czy kontrakt z NFZ?

 
Wypowiedzi te wymagają sprostowania, gdyż dr Dudziński w kontekście sprawy dra Skrzypka , o którą był pytany a także w kontekście w ogóle styku lekarza z wymiarem sprawiedliwości  wypowiedział się w formie i w treści zupełnie obcej tradycji samorządu lekarskiego.
Sprawę tę Infodent wcześniej opisywał obszernie w publikacji "Jak dentysta na wojnę z NFZ poszedł i co z tego wyniknie"
 
Sprawę dra Skrzypka znam z relacji samego zainteresowanego. W kontekście tej sprawy nieporozumieniem jest mówienie o tym, że ów lekarz dopuścił się złamania umowy poprzez udzielanie świadczeń za dopłatą (świadczeń o podwyższonym standardzie poprzez aplikację preparatu przeciwdziałającego zanikowi kości wyrostka zębodołowego).
W moim najgłębszym przekonaniu, z opisu tych świadczeń wynika, że dr Skrzypek  po skończonym i kompletnym zabiegu gwarantowanym , za który nie pobierał żadnych opłat od pacjentów , udzielał im zupełnie odrębnego komercyjnego świadczenia . Kluczowe w tej sentencji jest to, że w momencie rozpoczynania zabiegu komercyjnego , zabieg publiczny był kompletny i skończony. Przeprowadzanie go jednoczasowo z zabiegiem gwarantowanym wynika z logicznego związku pomiędzy łatwością aplikacji preparatu a otwartym zębodołem i faktem, że pacjent jest już znieczulony. Zaoszczędza to czas i cierpienie pacjenta – wydaje się, że przeprowadzenie go bezpośrednio po ekstrakcji racjonalizuje cały zabieg, a sama przydatność tego zabiegu- o ile wiem- została potwierdzona przez Konsultanta Krajowego ds. Chirurgii Stomatologicznej.
Oczywiście- lekarz specjalista ma przewagę nad pacjentem, winien więc zadbać, aby proponowanie tej usługi nie wskazywało na jakiekikolwiek nawet subtelny przymus- tyle,, że nie ma żadnych danych , że do takich sytuacji w tym przypadku dochodziło, nie o to się w każdym bądź razie procesuje z lekarzem NFZ.   
Nie wiem, czy Wicepezes NRL zdaje sobie sprawę, że taka niekompetentna wypowiedź może nie pozostać bez skutku dla sytuacji procesowej Kolegi z Rzeszowa. 
W kontekście tej sprawy możemy jedynie odgrzać starą jak świat dyskusję, czy dopuszczalne jest wykonywanie świadczeń komercyjnych podczas zadeklarowanych Funduszowi godzin udzielania świadczeń publicznych.
 
Rozumiem, że w konsekwencji nieporozumienia co do kwalifikacji procedur wykonywanych przez  dra Skrzypka , dr Dudziński wspomniał, że stanowisko NIL jest przeciwne. Tylko od razu uściślijmy: NIL opowiada się przeciw dopłatom do świadczeń ponadstandardowych, czyli takich , które są w koszyku , ale standard ich udzielenia wykracza poza umowę (np.kompozyt światłoutwardzalny jako wypełnienie ).
NIL nie opracowała dotąd żadnego stanowiska ws udzielania świadczeń komercyjnych (za pełną opłatą) w trakcie godzin zadeklarowanych w umowie z NFZ.
Jako były członek i wiceprzewodniczący ministerialnego Zespołu ds. uproszczenia zasad wykonywania działalności leczniczej (tzw Zespół ds. absurdów) przytoczę konkluzję z naszego Raportu- tabela nr 3 wiersz 49
W rzeczy samej- nie istnieje żaden przepis zakazujący wykonania takiej procedury. Świadczeniodawca musi wszakże pamiętać, że obowiązuje go dostępność do świadczeń (również w stanach pilnych) i świadczenia komercyjne wykonywane w czasie kontraktu nie mogą ograniczać dostępności do świadczeń publicznych.
Jest to temat na większy esej . Wszystkich wątpiących odsyłam do orzecznictwa sądowego- spójrzcie chociaż na głośną sprawę jednej z klinik okulistycznych ,której odebrano kontrakt i postawiono przed prokuratorem za wszczepianie lepszych soczewek przy operacji zaćmy
Sprawa kliniki Sensor
Sąd rozprawił się z tezą NFZ dokumentnie- to jest sprawa dot prawa pacjenta do zabiegu za dopłatą, ale również (co naturalne) dotycząca w ogóle styku komercji i swiadczeń publicznych. 
 
O ile mogę zrozumieć , że dr Dudziński nie ma świadomości właściwej kwalifikacji przypadku z Rzeszowa (choć Zespoł ds. kontraktów KSNRL ma na ten temat wypracowane zdanie i starczyło zapytać), o tyle zupełnie nie rozumiem niektórych sformułowań wiceprezesa NRL w dyskusji z portalem Infodent24 nt. relacji lekarz-prokurator.
Nie wiem zupełnie po co namawiać prokuratora do informowania Izby o toczącym się postępowaniu. Wszczęte w ten sposób postepowanie przed Rzecznikiem i tak musiałoby natychmiast ulec zawieszeniu do czasu rozstrzygnięcia sprawy w prokuraturze. Nie bardzo rozumiem po co lekarzowi mającemu jedno postępowanie dokładać drugie? , chyba tylko po to aby wydał więcej na adwokata.
Nie bardzo wiem co oznacza zdanie dra Dudzińskiego „W kwestiach wątpliwych istnieje tryb odwoławczy”.  Na podstawie wieloletnich doświadczeń kontaktów z lekarzami mającymi wątpliwą przyjemność doświadczać takiego „trybu” mogę powiedzieć, że lekarz i jego racje nie mają mocnej pozycji w kontakcie z wymiarem sprawiedliwości. Sprawy prokuratorskie z zawiadomienia NFZ często prowadzone są już w aurze odbiegającej od ustawowego domniemania niewinności. Pacjenci są indagowani aby w anonimowych ankietach wypowiadali się co do okoliczności, których nawet już mogą dokładnie nie pamiętać. Często prasa już wietrzy Bóg wie jaką aferę. Oczywiście są przypadki rażącej nieuczciwości niektórych naszych kolegów, ale są one bardzo incydentalne. Tyle, że w myśl zasady , że „zło jest bardziej fotogeniczne” nagłaśniane są z uporem godnym lepszej sprawy i stanowią pewien taki podświadomy „wzorzec” lekarza stającego przed prokuratorem.
 
Panie Prezesie Dudziński , lekarz postawiony w takiej sytuacji wymaga prędzej wsparcia niż obojętnej uwagi o istniejącym trybie odwoławczym i przypominania na koniec pacjentom, ze zawsze mogą złożyć na lekarza skargę do Rzecznika.
 
Tak może wypowiedzieć się tylko ktoś, kto nie musiał zabiegać o wybór na swój urząd u tych, którym ma służyć.
Izby , kiedy do nich przychodziliśmy do pracy (ja osobiście 16 lat temu) jawiły nam się jako miejsce, gdzie w sposób zorganizowany , wsparci opłacanymi ze składek prawnikami będziemy mogli odpierać ataki.
I w nierównej walce z jakże charakterystyczną dla naszego społeczeństwa małą życzliwością dla stanu lekarskiego –  wygrywać małe i większe bitwy.
Jakże daleko odeszliśmy od tego standardu i marzenia.
 
Nie ma co- pora umierać.
 
Andrzej Cisło
członek Naczelnej Rady Lekarskiej
Print Friendly, PDF & Email