Author Archive

Rozdział budżetu WOW na stomatologię 2008

 

Rozdział budżetu WOW na rok 2008

w rozbiciu na subregiony z podziałem na zakresy 

Excell  rozdzialWOW_2008

 

podział środków na leczenie ogólnostomatologiczne w rozbiciu na powiaty

Excell ogolnostom_2008

Wniosek do KS NRL o rozpatrzenie projektu zmian w ordynacji

Wniosek wiceprzewodniczącego ORL Wielkopolskiej Izby Lekarskiej do Komisji Stomatologicznej NRL o rozpatrzenie przedłożonego projektu zmian w ordynacji wyborczej zakładającego wyłączność prawa odpowiednich gremiów stomatologicznych do zgłaszania kandydatur na stanowiska funkcyjne dedykowane stomatologom

Poznań 2007-08-16

Komisja Stomatologiczna
Naczelnej Rady Lekarskiej

Pani Przewodnicząca,
Szanowni Państwo,

Od lat ? można już powiedzieć- wraca temat autonomii stomatologów wewnątrz izb lekarskich.

Historia ostatnich prób jest nam wszystkim dobrze znana. Opierały się one jednak o próby odgraniczenia głosujących (osobne głosowania lekarzy i osobne lekarzy dentystów). Będzie to z przyczyn technicznych i prawnych trudne do zaakceptowania.

A może spróbować z innej strony- ograniczyć prawo zgłaszania kandydatur na stanowiska izbowe dedykowane stomatologom? Jest to może quasi-autonomia (lekarze głosują na lekarzy dentystów i vice versa) ale efekt ten sam- nikt na stanowisko dedykowane stomatologom bez zatwierdzenia przez odpowiednie gremium (100%stomatologiczne) nie zostanie wybrany.

Otrzymuję też czasami od Koleżanek i Kolegów z mojej Izby zapytania w tej sprawie. Biorąc pod uwagę coraz częściej spotykane poglądy lekarzy pracujących dla izb oraz takie kontrowersje , o jakich ostatnio mogliśmy się dowiedzieć przy okazji wyborów uzupełniających w NRL – podjęcie działań przygotowujących reformę ordynacji wyborczej wydaje się niezbędne.

Piszę te słowa przeświadczony, że jedyną możliwością szerokiego zaangażowania się nowych lekarzy dentystów w pracę samorządową jest otwarcie się na nowe środowiska oraz nowe roczniki lekarzy naszej profesji a to wymaga między innymi klarownych zasad wyborczych oraz poszerzenie kręgu decyzyjnego w izbach.

Kluczową rolę odegrać powinno podniesienie rangi delegatów na zjazdy lekarskie. Niezbędne jest wyposażenie np. delegata-lekarza dentysty na zjazd krajowy( który to delegat reprezentuje w końcu ok. 300 lekarzy) w prawo wybierania kandydata do funkcji wiceprezesa NRL i analogicznie delegata na zjazd okręgowy w prawo wskazywania kandydata na wiceprezesa OIL. (Przećwiczyliśmy to ostatnio w Poznaniu i wyglądało to bardzo naturalnie- delegaci na OZL zebrani przez nowego Prezesa WIL wskazali kandydata na wiceprezesa-dentystę i przewodniczącego komisji stomatologicznej.)

Inaczej nie pozbędziemy się atmosfery, że szczyty władzy samorządowej wybierają i przetasowują się same.

Niniejszym więc wnoszę o rozpatrzenie przez Komisję Stomatologiczną NRL mego wniosku o podjęcie dalszych prac nad przedłożonym przeze mnie projektem zmiany uchwały NRL- ordynacja wyborcza , których efektem miałoby być przedłożenie projektu Naczelnej Radzie.

Nie zgłaszam tego wniosku jako wiceprzewodniczący ORL WIL ale jako delegat na Zjazd Krajowy korzystając z naturalnego prawa zgłaszania wniosków organowi, przy wyborze którego uczestniczyłem.

Andrzej Cisło projekt zmian w ordynacji

Ząb

Polityka | 13.6.2007| autor: Ludwik Stomma

Rozszalał mi się strasznie ząb. Noc nieprzespana. Spuchłem, wyglądałem jak (baron Krzeszowski z "Lalki" Prusa dixit) małpa chora na fluksję. Ból nie do wytrzymania. Żadne środki nie pomagały. Przypomniał mi się tata, który przeczytawszy gdzieś kiedyś podniosłą sentencję, iż "cierpienia fizyczne są niczym przy moralnych", podumał chwilę, po czym oświadczył z głębokim przekonaniem: – A ja jednak wolę moralne… Dochodzi do tego swoista dialektyka naszej fizyczności. Jest człowiek cudownie silny – wspina się na góry, bije rekordy, wytrzymuje mrozy i upały, dźwiga ciężary… Jednocześnie jego delikatne tkanki uszkadza z łatwością prymitywny kamień czy byle jakie żelastwo. Wystarczy, że się zagapi i pośliźnie, a już unieruchomiony, z głupio złamaną lub zwichniętą nogą…
Nic dziwnego, że ta nasza fizyczna wspaniałość boi się i nienawidzi drugiej strony medalu. Ząb, idiotyczny ząb (trójka prawa dolna) – i już z człowieka, który "brzmiał dumnie", robi się pokraczne, obolałe stworzonko niezdolne do uczuć (poza użalaniem się nad samym sobą), wysiłku fizycznego ani intelektualnego. Do cierpień fizycznych dołączają się psychiczne: wstyd, obrzydzenie samym sobą, wreszcie paniczny strach przed wizytą u lekarza.
Ten strach ma trzy przynajmniej źródła. Po pierwsze: lęk przed bólem fizycznym. Toż lekarz z samej natury swojego zawodu jest tym, który kłuje, boruje, przyciska, wycina, kroi etc, etc. Po drugie: lęk przed ubezwłasnowolnieniem. Robią z nami coś, czego z reguły do końca nie rozumiemy, ingerują w nasze ciało i musimy się temu poddawać. Tracimy też całkowicie obywatelski przywilej równości wobec prawa. Czy może bowiem choćby marzyć o równości szpitalny pacjent w piżamie, a choćby i w szlafroku, wobec ubranego lekarza, który do tego wydaje nieodwołalne wyroki: to połknij, to pokaż, do tej probówki nasiusiaj, otwórz gębę i mów aaaaa. Po trzecie: lęk przed nieuchronnym sponiewieraniem własnej godności i intymności'. Oto ja, wspaniały człowiek (bo nawet w pokracznym stworzonku tłucze się jednak to poczucie człowieczeństwa przez duże CZ), muszę nagle ujawniać właśnie swoją nienawistną stworzonkowatość. O ile łatwiej powiedzieć księdzu w konfesjonale, że okradło się sąsiada, skopało sierotę albo obcowało cudzołożnie, niż przyznać się obcemu człowiekowi (choćby i w białym kitlu), że ma się zaropiały czyrak na dupie albo też, że mój ząb jest w takim a nie innym stanie, bo tak straszliwie bałem się samego dźwięku dentystycznego wiertła, że zapuściłem go jak nie przymierzając Augiasz swoje stajnie. Wstyd, wstyd, wstyd, rany Boskie wstyd.
A jednak trzeba iść do lekarza. Śmierć można by było wytrzymać, z bólem gorzej. Wstajemy i idziemy – to się łatwo pisze. Raczej błędnie przemieszczamy się w kierunku miejsca przyjęć, w stresie tak straszliwym, że nie rozweselają nas nawet najpiękniejsze dziewczyny, jest nam obojętne, czy polscy piłkarze wygrają z Azerbejdżanem, a Giertych może rządzić oświatą choćby następne pięćdziesiąt lat i zmieniać Szekspira na Dobraczyńskiego, bo cóż nas obchodzi Szekspir. Dowlekamy się wreszcie. I… wtedy czasem następuje cud. Owszem, nasze obawy nie były próżne. Lekarz kłuł, naciskał i borował. Zadawał niedyskretne pytania dotyczące naszej pruderyjnej cielesności, zawiesił na okres wizyty moje obywatelskie prawa. Ale… jest nagle jakby lepiej. Jeżeli nawet ból nie minął, pojawiła się wiara, że za chwilę pójdzie sobie w cholerę. Innymi słowy, nawet jeśli jesteśmy jeszcze pokracznymi stworzonkami, to jest to już stworzonkowatość schyłkowa, przezwyciężona. Za krótszą lub dłuższą chwilę będzie z larwy motyl, czyli Feniks z popiołów. Znów cieszą nas miraże kobiecych ciał, znów wiemy, że jak bałwany przegrają z Azerbejdżanem, to potłuczemy telewizor, i gotowi jesteśmy dziarsko demonstrować, żeby naszą młodzież, przyszłość narodu, wyrwać ze szponów wszechpolaka-gombrowiczożercy.
Przemiana ta napawa nas (mnie przynajmniej zawsze) radością i wdzięcznością, proporcjonalnymi do przyzywanego tuż przed chwilą stresu. Owszem, boję się urzędników, ale nie na tyle, żeby wychodząc z bezdusznego biura, nawet jeśli pozytywnie załatwiłem sprawę, popadać od razu w nirwanę. Tym razem to zupełnie co innego. Tym razem czuję, że muszę się tą moją wdzięcznością i radością symbolicznie chociaż podzielić. Dlatego dawałem, daję i będę dawał moim wybawicielom w kitlach prezenty. Tylko symboliczne, bo nie chcę ich urazić, acz najchętniej nieba bym im przychylił. Oczywiście, może się zdarzyć przypadek, że będę chory chronicznie, co implikuje częste wizyty u specjalisty, a tenże będzie akurat abstynentem i samotnikiem nie urządzającym przyjęć w domu. Wówczas siłą rzeczy przy przeciągającej się kuracji w jego domu piętrzyć się zaczną butelki francuskiego wina (już Chrystus w Kanie winem właśnie dawał dowód wdzięczności gospodarzom wesela). Czego będzie ów obfity barek dowodem? Cóż, tego jedynie, że mnie dobrze leczył, a niestety nie wie, co dobre pośród płynów.
Istnieje, rzecz jasna, również inna, smutna możliwość. Oto po wyjściu od lekarza nie odczuję żadnej poprawy. Gorzej, po pewnym czasie przyjdzie dotkliwe pogorszenie. Coś nie zadziałało. Cóż wtedy? W1965 r., kiedy jeszcze mnóstwo dziedzin współczesnej medycyny (choćby przeszczepy) było w powijakach, działania lekarskie były grosso modo mniej skomplikowane, mniej wszechstronnej wymagały wiedzy, pisał Jerzy Sawicki (1910-1967), znakomity prawnik, profesor uniwersytetów łódzkiego i warszawskiego, autor, między innymi, pracy "Błąd sztuki przy zabiegu leczniczym wprawie karnym":
"Nigdy jeszcze w sądach – chyba wszystkich państw świata – nie było tylu spraw na tle działalności lekarskiej co w ostatnich latach. Nigdy jeszcze sędziowie nie musieli wykazywać tak wielkiej znajomości w tej skomplikowanej materii. I nigdy jeszcze doktryna w takim stopniu nie nawoływała praktyków wymiaru sprawiedliwości do oględności, ostrożności w ferowaniu wyroków dotyczących trudnej i pięknej sztuki lekarskiej. Stwierdza się bowiem dość niezwykłe, by nie powiedzieć paradoksalne zjawisko. Z jednej strony notujemy przesadne wyczulenie na błąd lekarski, podejrzliwość i nieufność w stosunku do lekarzy, a z drugiej strony równie przesadną wiarę w ich możliwości, która każdy skutek ujemny przypisuje nie OBIEKTYWNYM warunkom, lecz raczej SUBIEKTYWNEJ nieudolności leczącego".
Po czterdziestu latach nic dodać, nic ująć. Szkoda tylko, że minister Ziobro urodził się już po śmierci profesora, więc żadną miarą nie mógł słuchać jego wykładów (chociaż skądinąd książki pozostały). Osobiście różnych spotykałem lekarzy, nigdy jednak takich, którzy nie chcieliby mnie wyleczyć. A ząb? Cóż, opuchlizna schodzi. W nocy spałem jak aniołek.

404

404: Not Found

Sorry, but the content you requested could not be found

Autonomia lekarzy dentystów.Czyżby oczekiwania nad miarę?

 

Andrzej Baszkowski- "Autonomia lekarzy dentystów.Czyżby oczekiwania nad miarę?" Gazeta Lekarska nr 6/2004 >>

Dlaczego NRL nie zgodziła sie na autonomię l.dentystów?

 

Zygmunt Wiśniewski – "Kronika Izb Lekarskich" – kartka z 27 lutego 2004- Dlaczego NRL nie zgodziła się na autonomię lekarzy dentystów?  >>

Stanowisko NRLw sprawie kierunków prac nad określeniem zasad autonomii

Stanowisko NRL 36/03/IV z 11 kwietnia 2003 w sprawie kierunków prac nad określeniem zasad autonomii lekarzy stomatologów w ramach izb lekarskich tworzonych przez lekarzy i lekarzy stomatologów